Olga gotowała obiad, gdy zadzwonił dzwonek. Wyłączyła kuchenkę i poszła otworzyć drzwi. Na progu stał Wojtek, syn jej sąsiadki Marysi. Przerażony zapytał, czy ciotka Ola nie wie, gdzie są jego rodzice. Kobieta uspokoiła go i powiedziała, że może samochód się zepsuł i rodzice się spóźnią, ale niedługo pewnie wrócą. Zaprosiła chłopaka do domu i zaczęła dzwonić do wszystkich ich znajomych, bo Wojtek przyniósł matki notes z numerami. Jego rodzice, Marysia i Witek, przyjaźnili się z Olą i jej mężem. Dziewczyna poznała się z sąsiadami z naprzeciwka, gdy tylko się wprowadzili. Nowi sąsiedzi mieli czworo dzieci.
Pewnego wieczoru, Marysia przyszła z ciastem w rękach i tak zaczęła się ich przyjaźń. Ich dzieci również bardzo polubiły ciocię Olę i wujka Marka. Sąsiedzi szybko znaleźli wspólny język. Gdy Maria z mężem wyjeżdżali w odwiedziny do starszych rodziców, kobieta opiekowała się chłopcami. Nie miała własnych dzieci i bardzo polubiła synów Marysi, którzy byli dość posłuszni.
Nagle Ola usłyszała telefon, to był jej mąż Marek. Kiedy usłyszała od niego, że wydarzyła się tragedia i sąsiedzi zginęli, siedziała w korytarzu z pochyloną głową, nie czując nawet łez spływających po policzkach. Powiedziała mężowi, że jeden z synów sąsiadów jest u nich i pyta o rodziców. Marek uspokoił ją mówiąc, że dzieci będą ich teraz potrzebowały.
Tego dnia, małżeństwo poważnie porozmawiało z chłopcami, powiedzieli im całą prawdę i zaproponowali, że zostaną ich opiekunami. Decyzja o tym, czy zostaną ich rodzicami, należała do dzieci. Nie miały innych krewnych. Chłopcy jednogłośnie się zgodzili. Minęły dwa lata, w ciągu których były bardzo trudne chwile, ale ich zgrana rodzina, zdołała je przezwyciężyć. Najstarszy Wojtek, stał się dla wszystkich niezastąpionym pomocnikiem. Czasami Ola nawet prosiła go, aby poszedł na spacer z chłopcami i była dumna z dorosłego już chłopaka. Półtora roku później, małżeństwo doczekało się własnego dziecka, jednak wszystkie swoje pociechy kochali i traktowali tak samo.




