Waldek odegrał scenę w domu, aby żona pozwoliła mu iść na ryby. Nie mogę, Sylwia, nie mogę nawet na niego spojrzeć.
– O co chodzi, co Ci się stało?
– Tak byś mnie nie zrozumiała.
– Więc powiedz mi, a zacznę Cię lepiej rozumieć.
– Nie mogę jeść, wiedząc, że dzieci w Afryce umierają z głodu.
– Co możemy zrobić? Co ma z tym wspólnego kurczak? Musimy im jakoś pomóc. Przynajmniej wysłać im trochę pieniędzy.
– A z czego będziemy żyć? Nikt nam nie pomoże.
– Ale zarobimy trochę pieniędzy.
– Nie Władek, to nie wystarczy, musimy pomyśleć o czymś innym.
– Może napiszę do nich list, że się o nich martwię?
– Tak, możesz napisać list, to nic wielkiego.
– Zacznę jeść tak jak oni. Afrykanie jedzą to, co zdobędą własnymi rękami.
– Wiesz, nie mamy kurczaków biegających po mieście.
– Nie muszę, sam mogę łowić ryby, a potem wyślę im fotorelację w liście jako dowód.
– Jak i kiedy pójdziesz na ryby. Nie masz nic.
– Mam już wszystko. Chłopaki zaprosili mnie na weekend. Więc będę chodził z nimi przez cały czas. Ryby są bardzo zdrowe i pobłażliwe wobec Afrykańczyków.
– Ty przy okazji będziesz zdrowy, jeśli będziesz jadł świeże ryby i wszyscy są wygrani.
– Nie wątpiłem w to. Cóż, jeśli pójdę na ryby, teraz mogę też zjeść kurczaka.
Władek był szczęśliwy i zaczął jeść smażonego kurczaka z wielkim apetytem, podczas gdy jego żona siedziała i myślała o życiu w Afryce.



