Sąsiadka mojej babci, upatrzyła sobie we mnie, przyszłą żonę dla swojego wnuka. Mnie nie spieszy się do małżeństwa

Nie byłam mężatką. Według wiejskich standardów, uważano by mnie tam za starą pannę, chociaż miałam zaledwie 23 lata. Pojechałam do babci Zosi na wakacje. Chciałam odetchnąć świeżym powietrzem i odpocząć od zgiełku miasta. Tam zupełnie inaczej się żyje.

Usiadłam na ławce i jadłam babci drożdżówkę. Obserwowałam pasące się gęsi, wiejskie dzieciaki bawiące się, pluskające się w kałużach. Tak cudownie robi się na sercu. Nagle obok mnie, usiadła babcia ze swoją koleżanką z sąsiedztwa. Na ławce zawsze rozwiązywały wszystkie swoje problemy. Więc chcąc nie chcąc, dołączyłam do tej dyskusji.

– Jak Ty Julia żyjesz w mieście? zapytała sąsiadka.

– Wszystko w porządku! Jestem już na ostatnim roku studiów.

– Nie myślisz o zamążpójściu? Jesteś taka ładna, pewnie masz dużo adoratorów. U nas na wsi jest takie zapotrzebowanie na młode dziewczyny. Tutaj są sami kawalerowie!

Wcale nie chciałam wychodzić za mąż, czułam się dobrze sama. Nie byłam gotowa na żadne zobowiązania w małżeństwie. Co więcej, nie było osoby, z którą chciałabym iść przez życie. Moje serce nie biło dla nikogo, więc się nie spieszyłam. Jest mi dobrze tak jak jest. Wśród porzeczek, gęsi, malin i całej przyrody.

– Nie chcę jeszcze wychodzić za mąż. Dlaczego się spieszyć? Jestem panią sama dla siebie, cieszę się młodością i żyję tak, jak chcę – odpowiedziałam.

– Uważaj, bo zostaniesz starą panna. Młodość szybko przemija

Poczułam się niekomfortowo z tą odpowiedzią. Zastanawiałam się tylko, czy nie jestem zbyt rozrywkowa, jak na swój „dojrzały” wiek. Szybko się jednak opamiętałam, przypomniałam sobie, że mam dopiero 23 lata i uspokoiłam się. Babcie nadal plotkowały i omawiały najświeższe wieści z wioski.

Zjadłam pyszną drożdżówkę. Jej zapach doprowadzał mnie do szału. Gęsi też się denerwowały, myślały chyba że coś dostaną do zjedzenia. Nagle mój błogi spokój przerwał krzyk sąsiadki Krystyny.

– Patryk, chodź do nas! – zawołała do wnuka, który wracał z połowów z kwaśną miną.

– Co się stało?

– Codź, chodź! Musimy porozmawiać!

Starsza kobieta rozpromieniła się ze szczęścia, gdy chłopak się zbliżył. Faktem jest, że była bardzo dumna ze swojego wnuka.

Patryk posłał mi niepewne spojrzenie. Nawet się zawstydziłam i zajęłąm odpędzaniem od siebie gęsi.

– Kochany wnusiu, pomóż jak sąsiad. Przynieś Zosi drewna na opał. Przyjechała do niej wnuczka, chce się wykąpać – prosiła kobieta.

Jaka kąpiel? Interesowały mnie tylko porzeczki, maliny i słoneczniki, a jej wnuk najwyraźniej rzucił na mnie okiem. Na tle wiejskich, młodych dziewczyn, byłam trochę inna. Tam w ogóle nie robią makijażu.

– Dobra, przyniosę – powiedział chłopak

Gdy tylko odszedł, przyjaciółka babci zwróciłą się do mnie:

– Julenka, czy podoba Ci się mój wnuczek?

– Przystojny i pracowity – powiedziałam z ustami pełnymi słonecznika.

– Spójrz na niego, byłby panem młodym do pozazdroszczenia i jest wolny, nie ma dziewczyny.

Do tej pory patrzyłam tylko na stado gęsi, żeby mi słonecznika nie ukradły. Patryk był oczywiście bardzo miły, uśmiechnięty, ale nie w moim guście. Ja przyjechałam na wieś nie po to, żeby znaleźć narzeczonego, ale po to, żeby się zrelaksować.

Następnego dnia, sąsiadka Krysia, wcześnie rano przysłała do nas swojego wnuka, żeby załatał babci ogrodzenie. Ciągle na mnie patrzył i się uśmiechał. Jednak mnie to nie interesowało i wcale nie patrzyłam w jego stronę. Wysłuchałam  odgłosów gęsi, które opowiadałały o swoich ptasich problemach i szukałam dojrzałego jabłka, które najbardziej mi smakowało.

Bez względu na to, jak bardzo sąsiadka z babcią się starały, żadna ze mnie kandydatka na pannę młodą. Przyjechałam na wieś jako wnuczka, nie planowałam zostać czyjąś żoną. Z tym miejscem wiążą się najszczęśliwsze chwile mojej młodości, których nie chciałabym przyćmić żadnym małżeństwem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Sąsiadka mojej babci, upatrzyła sobie we mnie, przyszłą żonę dla swojego wnuka. Mnie nie spieszy się do małżeństwa