Sandra stale pożyczała pieniądze koleżance, nie pamiętała nawet ile. A ona co jakiś czas oddawała w drobnych, ale nigdy nie spłaciła swojego długu

Kasia zadzwoniła wieczorem.

– Sandra, cześć, w końcu Cię znalazłam! Dostałam Twój numer od Grześka, pamiętasz, ten z długimi włosami? Przyjadę do Ciebie jutro wieczorem, daj mi adres – poprosiła.

Sandra, oczywiście, była zachwycona. Podyktowała adres i zapytała, co zrobić na obiad.

– Zostanę tylko godzinę, ale jeśli nie masz nic przeciwko, to zrób zupę grochową i dodaj do niej dużo cebuli. Pamiętasz jak byłyśmy spłukane, bo kupowałyśmy dżinsowe spódnice? A potem przez prawie miesiąc jadłyśmy tę zupę, dodając w weekendy smażoną cebulę. Od tamtej pory jej nie jadłam, a wczoraj mi się przyśniła – śmiała się Kasia.

Kasia… Kim jest teraz Kasia? Teraz to Katarzyna. Ile czasu minęło od kiedy się ostatni raz widziały? Od ukończenia studiów nie widziały się przez wiele lat.

Sandra i Kasia były współlokatorkami w akademiku Wydziału Humanistycznego. Dziewczyny dokonały kilku kosmetycznych napraw w swoim pokoju: przykleiły nową tapetę, pomalowały okno, drzwi, a nawet podłogę wokół krawędzi, a środek przykryły starym dywanem z domu. W tym pokoju mieszkały przez pięć lat.

Żyło im się razem dobrze i radośnie. Gotowały i jadły razem i nikomu nie przeszkadzało, że większość jedzenia przysyłali rodzice Sandry. Byli to ludzie ze wsi, nie bogaci, ale mieli dużą działkę ogrodową i zwierzęta na podwórku.

Kasia miała jedynie matkę i dwóch młodszych braci. Matka mieszkała w sąsiednim mieście i nie mogła pomóc córce.

Zarówno Kasia, jak i Sandra otrzymały zwiększone stypendium, ale oczywiście nie wystarczało ono nawet na podstawowe potrzeby. Próbowały pracować na pół etatu, ale studia nie pozwalały im na to.

Studiowały na wydziale humanistyczno-filologicznym i musiały dużo czytać. Zdarzało się, że czytały nawet przez całą noc.

Miały surowego nauczyciela literatury obcej. Choć może nie surowy, ale despota i autokrata. Wszyscy bali się go jak ognia. Potrafił dać dwóję na ostatniej prostej, a student był wyrzucany z ostatniego roku. A ile kłód było w tratwie Odyseusza? Albo jaka była pogoda, gdy Odys żegnał się z Penelopą?

Swego czasu nauczyciel był konsultantem wielkich pisarzy i był z tego niezwykle dumny.

Jednym słowem, dziewczyny miały ciężko, ale przeżyły razem. Sandra oprócz stypendium miała trochę dodatkowych pieniędzy od rodziców.

Dokładali jej każdego miesiąca drobne kieszonkowe, by miała na nowe ubrania i kosmetyki. Młodzi ludzie przecież potrzebują ładnie się ubierać. W jednym miesiącu dziewczyny kupowały bluzkę dla Sandry, a w drugim dla Kasi. Spódnice dżinsowe trzeba było kupić od razu, bo szybko znikały, a były w tamtych czasach bardzo modne. Po tych właśnie spódnicach jadły przez tydzień grochową i jakoś dotrwały do kolejnego stypendium.

Sandra też stale pożyczała pieniądze koleżance. Sumy były niewielkie, skąd miałaby wziąć większe? Sandra już nawet nie pamiętała ile. Kasia co jakiś czas oddawała w drobnych, ale nigdy nie spłaciła swojego długu.

Po studiach Sandra od razu wyszła za mąż i wraz z mężem udała się na wieś. Pracowała w szkole. Urodził im się syn. Później rozstała się z mężem i wróciła do miasta.

Znów rozpoczęła pracę w szkole. Rodzice pomogli jej kupić mieszkanie. Czas mijał spokojnie, w tym roku syn miał skończyć szkołę, a ona nigdy więcej nie wyszła za mąż. Żyło im się dobrze – nie biednie ani nie bogato.

Ona i Kasia po studiach straciły ze sobą kontakt. Wtedy nie było jeszcze telefonów komórkowych, a listy były uciążliwe i drogie.

Kasia przyjechała taksówką. Przyjaciółki przytuliły się do siebie i trochę popłakały. Kobieta wyglądała wspaniale: piękna, zadbana, dobrze ubrana.

– Sandro, wcale się nie zmieniłaś! Wciąż ta sama smukła i piękna sylwetka! A ja całe życie walczę z wagą i całe życie z nią przegrywam – powiedziała z uśmiechem Kasia.

Przyniosła dwie torby z jedzeniem, a było w nich wszystko: dwie puszki kawioru, wędliny, słodycze, solony pstrąg i dobre wino.

– Myślisz, że umieram z głodu? – Sandra odparła nieco urażona.

– Myślę, że powinnam Cię choć raz poczęstować czymś smacznym, karmiłaś mnie przez pięć lat – odpowiedziała poważnie.

A potem siedziały i jadły zupę grochową z podsmażoną cebulką i rozmawiały… Oczywiście nie mogły rozstać się po godzinie i Kasia musiała zostać do późnej nocy. Wysłuchała przyjaciółki, współczuła jej nieudanego małżeństwa i opowiedziała o sobie,

– Poszłam do pracy w szkole, ale wytrzymałam tylko jeden kwartał i zrezygnowałam. Nie rozumiem, jak przez tyle lat ciężko pracowałaś w szkole i nie zwariowałaś.

Potem pojechałam do Warszawy. Pojechałam z koleżanką, która była pośrednikiem w handlu nieruchomościami. Zaczęłyśmy pracować razem. Jestem jej wdzięczna, wiele mnie nauczyła.

Rok później rozeszły się nasze drogi, zaczęłam pracować na własną rękę. W końcu założyłam własną małą firmę. Teraz prowadzę bardzo szanowaną i dobrze prosperującą agencję nieruchomości i zatrudniam dwadzieścia sześć osób.

Nigdy nie miałam męża. Byli zalotnicy, starali się o moją rękę i serce, ale nie wyszło. Nie mam dzieci. Mam mieszkanie, dobry samochód, ale brak mi szczęścia. Pracuję ciężko jak mrówka, teraz przyjechałam odwiedzić mamę, ma problemy zdrowotne. Bracia mają już żony i własne rodziny, nie potrzebują schorowanej matki.

Żegnając się, Kasia wyciągnęła jakieś pieniądze, duży zwitek banknotów.

– Och, prawie zapomniałam, chcę spłacić Ci stare długi. Nie machaj głową, to z odsetkami za wszystkie lata. Dziękuję za wszystko! I miejmy ze sobą kontakt, tak bardzo mi Ciebie brakowało!

Sandra zamknęła za sobą drzwi i pomyślała, że zawsze miała szczęście do dobrych i porządnych ludzi. Dawno zapomniała o wszystkich długach, ale Kasia pamiętała i chociaż po wielu latach, to spłaciła swój dług stokrotnie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Sandra stale pożyczała pieniądze koleżance, nie pamiętała nawet ile. A ona co jakiś czas oddawała w drobnych, ale nigdy nie spłaciła swojego długu