Na szóstą rocznicę ślubu dostałam od męża samochód. Nie był to jakiś najnowszy krzyk mody, ale małe, zwrotne autko, które miało jedną zaletę- mało paliło. Ucieszyłam się bardzo z tego prezentu, bo to dawało mi większą swobodę. Do pracy nie musiałam jechać godzinę wcześniej, bo tak odjeżdżał autobus, zakupy już nie stanowiły problemu, bo nie musiałam dźwigać ciężkich siatek. Ale chyba bardziej ode mnie cieszyła się moja teściowa. Byłam nawet nieco zaskoczona jej reakcją, ale w krótce miało się okazać, jaka była przyczyna tej radości.
Wyszłam za mąż osiem lat temu. Z mężem stanowimy zgrany team i rozumiemy się bez słów.
Z teściowy kontakt miałam sporadyczny. Najczęściej dzwoniliśmy do siebie. Czasami teściowa przyjeżdżała do nas, czasem poprosiła, żeby jej coś załatwić albo kupić. I na tym nasze kontakty się kończyły, więc nie było między nami żadnych sporów czy kłótni.
Wszystko się zmieniło, gdy dostałam samochód.
Zaczęło się bardzo niewinnie, teściowa poprosiła mnie o zawiezienie jej do przychodni w innym mieście. Nie miałam serca jej odmówić, wiadomo podróż autobusem bywa męcząca dla starszych osób wiec się zgodziłam. A potem to już był koncert życzeń; zawieź mnie tu, przywieź mi tamto. Po kilku tygodniach czułam się jak osobisty kierowca teściowej. I z każdym mijającym tygodniem tych życzeń było coraz więcej. Jednego dnia chciała, żeby ją zawieść na kawę do przyjaciółki, drugiego trzeba było zawieźć ją z sąsiadką na targ. Jej zlecenia mnożyły się z dnia na dzień.
Początkowo nic nie mówiłam, myślałam: jeszcze ten jeden raz, ale wkrótce miałam dosyć. Nie miałam czasu na nic. Gotowałam i sprzątałam późnym popołudniem, o wyjściach z koleżankami prawie zapomniałam. Nie chciałam martwić męża, ale zrozumiałam, że sama sobie nie poradzę i w końcu poprosiłam go o pomoc.
Wysłuchał mnie, a potem powiedział:
– To są wasze babskie sprawy, musicie się dogadać. Ja pracuję po całych dniach i chcę mieć święty spokój, gdy wracam do domu.
– Kochanie, ale to jest twoja matka i mógłbyś jej powiedzieć, że nie mogę być na jej posyłki po całych dniach. Ja też chcę mieć jakieś swoje życie. – naciskałam.
Wzruszył tylko ramionami I powiedział, że nie będzie się mieszał w nasze spory. Dla mnie stało się jasne, że nie chce urazić matki.
Nie chcę kłócić się z mężem, a teściowa to perfidnie wykorzystuje.
Co mam zrobić? Jak odzyskać swoje życie?




