Mam miłe wspomnienia z dzieciństwa, kiedy moi rodzice gromadzili wokół stołu wszystkich przyjaciół i krewnych. Byli bardzo gościnnymi ludźmi, więc większość świąt obchodzili w domu. Odziedziczyłam tę cechę. Moja mama nauczyła mnie jak gotować pyszne potrawy i zawsze przyjmować gości z należytym szacunkiem.
Znajomi rodziców, często zostawali na noc ze swoimi dziećmi. Koledzy z klasy, też chętnie nas odwiedzali, bo ona raczyła ich pysznymi posiłkami. Staram się przestrzegać tych samych tradycji. Moi bliscy wiedzą, że drzwi do mojego domu są zawsze otwarte. Jednak rodzice mojego męża, nigdy nie umieli docenić moich starań.
W naszym domu obchodziliśmy wszystkie święta. Oprócz przyjaciół, przyjechali także krewni Piotra. Zawsze starannie przygotowywałam się do takich imprez, aby zaskoczyć swoich gości kulinarnymi arcydziełami i ciepłym przyjęciem. Jednak moi teściowie uważają to za oczywiste. Nie potrafią nawet wydobyć z ust „dziękuję” po posiłku.
Mimo, że świętujemy u mnie, nie mogę uzyskać pomocy. Przychodzą z pustymi rękami i idą prosto do stołu. Żadne z nich nie myśli o tym, ile pieniędzy i wysiłku poświęciłam na przygotowanie tak wystawnego stołu. Staram się być wyrozumiała i nie obrażać się.
W minionego Sylwestra, po raz kolejny usłyszałam tylko uwagi, bez podziękowania. Sałatka była niedosolona, albo było danie z kurczakiem, zamiast cielęciny. Mało tego, teściowa twierdziła, że mój stół jest za mało urozmaicony. Mąż nalegał, żebyśmy ich już nie zapraszali, bo tylko psują nam humor.
Bezczelność rodziców Piotra nie miała granic. Zaczęli rozpowiadać wszystkim, że nie gotuję, tylko kupuję gotowe posiłki ze sklepu. Oczywiście nie mogłam tego słuchać, ponieważ poświęcam wiele wysiłku, aby wszystko samemu zrobić.
Ostatnio były moje urodziny. Przez dwa dni siedziałam w kuchni, żeby wszystko było na najwyższym poziomie. Kiedy zaserwowałam moje ulubione danie, teściowie zaczęli mieć do mnie pretensje, że gotuję to samo na wszystkie okazje. Poszłam do sypialni i płakałam. Potem się pozbierałam, uspokoiłam i powiedziałam:
– Niedługo Sylwester! U kogo będziemy go świętować? Mam dość imprez, nie gotuję dobrze i kupuję beznadziejne wino! Proponuję, abyśmy teraz przyszli do Was i zobaczę, jak powinno się przyjmować gości! Muszę się nauczyć, jak robić to dobrze! – powiedziałam do teściów.
Wszyscy byli zaskoczeni. Nigdy nie byłam niegrzeczna przy gościach, ale tym razem, zmusili mnie do tego. Postanowiłam dać rodzicom męża nauczkę. Nie pozwolę więcej na takie traktowanie mojej osoby. Nie chcę ich więcej widzieć w moim domu.



