Nigdy nie żyliśmy w dostatku. Moi rodzice mieli niskie zarobki i nie starali się nic zmieniać. Uważali za normalne życie od wypłaty do wypłaty. Mama mawiała: „Uczciwi ludzie nie mogą się wzbogacić. Bogacą się tylko oszuści”. Ale taki sposób życia był dla mnie nieakceptowalny. Nie chciałam tak żyć.
Znam bardzo porządnych ludzi, którzy dobrze zarabiają i są uczciwi. Wyszłam za mąż za jednego z nich. Mój mąż ma dobrze płatną pracę, jest dyrektorem dużej firmy, ale moja mama uważa, że bogacimy się nielegalnie. Zna mojego męża, wie, czym się zajmuje, ale upiera się, że uczciwy człowiek nigdy nie zarobi dużo pieniędzy.
Pomagam jej, robię prezenty, wspieram finansowo. Bolesne jest dla mnie, gdy tak mówi o moim mężu. Przecież on jest uczciwym i pracowitym człowiekiem. Mój mąż osiągnął sukces dzięki swojej ciężkiej pracy.
Rok temu zmarł mój ojciec. Mama została sama ze swoją małą emeryturą. Robię wszystko, żeby miała dobrobyt na starość. Mój mąż kupił dla niej normalne, przestronne mieszkanie obok naszego. Zrobił remont. Codziennie po pracy odwiedzam mamę, przynoszę jej jedzenie, leki, opłacam wszystkie rachunki. Nigdy nie miała tak dobrze, zawsze oszczędzała każdą złotówkę. Jej lodówka nigdy nie była pełna jedzenia. Ma wszystko czego jej potrzeba jedzenie, leki i szafę pełną nowych ubrań.
Ale pewnego razu zadzwoniła do mnie przyjaciółka i powiedziała, że widziała moją mamę na ulicy w starej, wyblakniętej sukience. Wieczorem odwiedziłam mamę i poprosiłam, żeby pozbyła się starych rzeczy. Zapytałam, dlaczego nie nosi nowych sukienek, które jej kupiliśmy. Powiedziała, że nie chce, żeby sąsiedzi wiedzieli, że dobrze się u niej dzieje. Niech myślą, że żyje z niewielkiej emerytury.
A co pomyślą sąsiedzi o mnie? Że żyję w dostatku, a nie pomagam własnej matce?
Razem z mężem kupiliśmy wiele nowych rzeczy dla mojej mamy, a ona nie chce z nich korzystać. Jej argument jest po prostu niedorzeczny.




