Jestem psychiatrą. W swojej praktyce spotkałem wielu pacjentów, ale niektóre przypadki zapadną mi w pamięć na zawsze. Pewnego dnia do mojego gabinetu przyszła młoda dziewczyna. Była przerażona, blada. Zaprosiłem ją, by usiadła i uspokoiła się. Drżała ze strachu. Spoglądając na drzwi, usiadła. Zebrała się na odwagę i powiedziała:
– Niech mi Pan pomoże, proszę, myślę, że oszaleję, boję się. Jestem ścigana przez ducha. Chodzi za mną i teraz jest na korytarzu. Niech Pan zamknie drzwi na klucz. Naprawdę Pana o to proszę.
Spokojnie na nią spojrzałem. Mam różnych pacjentów w moim gabinecie, dla mnie to nic nowego. Musiałem walczyć zarówno z duchami, jak i z dzikimi zwierzętami, a nawet z kosmitami.
Widziałem, że moja pacjentka drży jeszcze mocniej. Powiedziałem jej, że do mojego gabinetu wejście duchom jest zabronione, na drzwiach jest specjalne urządzenie, które nie wpuszcza takich do środka. Trochę się uspokoiła. Poprosiłem ją, aby go opisała. Ze strachem w oczach zaczęła opisywać ducha: chodzi w czarnym płaszczu, ma czarny kapelusz, czarne buty, jest wysoki, chudy, wygląda okrutnie…
Domyśliłem się, że to może być ktoś bliski, a ona jest po prostu chora. Wstałem i wyszedłem na korytarz. Tam stał młody chłopak, w czarnych butach, czarnym płaszczu, wysoki, taki jak opisywała ta dziewczyna.
Zaprosiłem go do gabinetu. Widząc go, dziewczyna prawie zemdlała.
– On cię ściga? – zapytałem.
– Tak – odpowiedziała przerażonym głosem.
– Powiedz, dlaczego ją straszysz? – zapytałem.
– Jestem jej narzeczonym, to ja ją tutaj przyprowadziłem. Od kilku dni mnie nie poznaje, boi się mnie i wyrzuca z naszego mieszkania. Nie wiedziałem, co zrobić.
Rozpoczęliśmy terapię, później odesłałem dziewczynę na miesiąc do szpitala. Tydzień temu wyszła z ostatniej wizyty terapeutycznej, a ja patrzyłem i byłem wdzięczny, że mam taką wiedzę, by pomagać innym i zmieniać ich świat na lepsze.




