Przyjechałam do córki z nadzieją na kilka dni spokoju, a tu proszę, całe mieszkanie pełne ludzi. Teściowa córki, co to zawsze miała nosa do własnych interesów, postanowiła się przeprowadzić do niej z całym swoim dobytkiem i wnukami na dokładkę.
Moja córka mieszka nad morzem. Zawsze powtarzała:
– Mama, nie pytaj, tylko przyjeżdżaj. Nawet nie musisz uprzedzać, dla ciebie zawsze jest miejsce u nas.
A że córka miała niedawno urodziny, a wiem, jak to jest mieć tyle na głowie, zwłaszcza w pracy, to pomyślałam, że chociaż ja spróbuję dodać jej trochę radości. Więc wzięłam się do pakowania – trochę domowych przetworów, bo któż ich nie lubi, słoiki z dżemem malinowym, ogórki małosolne, a do tego kopertę z pieniędzmi, bo młodzi zawsze mają jakieś potrzeby. Nie zapomniałam też o ładnych czekoladkach, bo któż nie lubi małego co nieco do kawy, i na koniec kupiłam nowe zasłony do sypialni – takie, co idealnie pasują do koloru ich mebli. Wszystko pięknie zapakowałam i w drogę.
Gdybym tylko wiedziała, w co się pakuję, zostałabym sobie w domu, zamiast brać te wszystkie prezenty, ale cóż…
Pojechałam i zaczęło się. Okazało się, że trzy dni temu teściowa córki wpadła na ten sam pomysł. Podobno przyjechała, żeby z okazji urodzin mojej Ani spędzić z nią trochę czasu, tyle że zabrała ze sobą trzy walizki i dwójkę wnuków od swojej córki. Ja nie jestem głupia, wcale nie chodziło jej o moją córkę, a o to, żeby sobie urlopować nad morzem.
Każdego dnia od rana do wieczora harmider. Mój biedny zięć, co to zawsze był cichy i spokojny, teraz chodzi jak cień. A córka? Córka to już w ogóle. Całe dni spędza na sprzątaniu i gotowaniu, bo przecież „goście” muszą mieć co jeść. A teściowa? Ona to ma życie. Siedzi sobie na kanapie, rozkazuje wszystkim dookoła i jeszcze narzeka, że kawa za słaba.
Nie dość, że cały dzień w tym gwarze, to jeszcze te wnuki. O, Matko Boska, ileż można. Przywieźli ze sobą pół worka klocków, wszędzie je rozrzucają i nic więcej. Całe mieszkanie w nich, strach bez butów iść do kuchni.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moja córka i zięć nie mają już chwili spokoju. Teściowa z wnukami na głowie, a oni jak w jakimś więzieniu. Próbowałam rozmawiać z tą naszą „kochaną” teściową, ale co z tego wyszło? Tylko się na mnie obraziła i powiedziała, że sama przyjeżdżam, żeby odpocząć nad morzem, a urodziny mojej córki, to tylko pretekst.
Moja cierpliwość też ma swoje granice. Zaczęłam kombinować, jak tu rozwiązać ten problem, bo widzicie, nie będę spokojnie patrzeć, jak moja córka cierpi. Postanowiłam wziąć byka za rogi, spakowałam gościom walizki, jak byli poza mieszkaniem, a jak wrócili, powiedziałam, że mało tu miejsca dla wszystkich i zamówiłam im piękny hotel z widokiem na wodę.
Przeczytaj także: Znalazłam w parku portfel. Nie wiedziałam, że los wynagrodzi moją uczciwość trzykrotnie. I to w jaki sposób!
Matka tego mojego zięcia od razu się ucieszyła, dałam im adres i zaraz pojechali taksówką, nawet nie chcieli obiadu zjeść. Tyle że ja im tego hotelu nie opłaciłam. Zadzwoniłam tylko, zarezerwowałam miejsca, a płatność miała być na miejscu. Wysłałam wtedy córkę i syna do kina, kazałam im wyłączyć telefony i cieszyć się wieczorem. Jak teściowa przyjechała z powrotem wielce oburzona, nie otworzyłam jej drzwi. Musieli wrócić pociągiem nocnym do siebie. Jaka się zrobiła afera, nie uwierzycie! No, ale wiecie, jak to jest. Z jednej strony serce boli, że tak muszę, ale z drugiej, cóż… własne dzieci też trzeba chronić.



