Przeszkoda w miłości

Przeszkoda dla miłości

Związana od dawna ze swoim chłopakiem, Bartkiem, z którym nawet zamieszkała, postanowiła zerwać. Zdała sobie sprawę, że randkowanie to jedno, a wspólne życie pod jednym dachem zupełnie co innego. Nie potrafiła dłużej z nim wytrzymać.

Okazuje się, że jesteśmy kompletnie niekompatybilni, a wydawało się, że to miłość myślała, wracając po pracy do domu.

Zaraz znów go zobaczę w tym mieszkaniu, gdzie wszędzie bałagan, stos brudnych naczyń w kuchni, okruchy na podłodze, a on wyleguje się na kanapie, wpatrzony w telefon. Drażni mnie wszystko w nim. Dzisiaj postawię kropkę nad i postanowiła.

Weszła do mieszkania i od razu zobaczyła to samo, co zawsze. Bartek leżał na kanapie od dwóch miesięcy szukał pracy, ale Kasia w końcu zrozumiała, że to tylko wymówki. Po prostu wygodnie mu było żyć na jej koszt.

Bartek, znowu to samo. Kanapa, syf dookoła. Widzę to miesiąc za miesiącem. Rozstajemy się. Spakuj swoje rzeczy i wynoś się powiedziała stanowczo, podnosząc głos.

Kasieńka, ty oszalałaś?! O co ci chodzi? Wcześniej było w porządku, a teraz nagle zdziwiony Bartek poderwał się z kanapy.

To nie jest nagle. Doszłam do tego po długim zastanowieniu. Rozumiem, że nie jesteśmy dla siebie. Wyjdź. To nie są żarty, nie próbuj mnie przekonywać.

Pożałujesz tego! Gdzie ja mam iść w środku nocy? rzucił groźnie.

Gdzie chcesz. Masz rodziców, więc spadaj do nich.

Kasia w kuchni zaczęła głośno zmywać naczynia, ustawiając je na półkach. Gdy zajrzała do pokoju, zobaczyła Bartka, który zapinał torbę. Miał niewiele rzeczy. Przechodząc obok niej w stronę drzwi, warknął:

Jeszcze pożałujesz! i trzasnął drzwiami.

Każde zamknięte drzwi to nowa szansa na te, które się otworzą przypomniały jej się nagle czyjeś słowa. Z radością przekręciła zasuwkę i usiadła z ulgą na kanapie. No i po wszystkim. Nowe życie. Powinnam to zrobić dawno temu. Czuję się lżej. Zmęczył mnie swoim narzekaniem i ciągłym robieniem ze mnie winnej.

Rodzice, dowiedziawszy się, że wyrzuciła Bartka którego nie znosili byli zachwyceni.

Nareszcie pozbyłaś się tego darmozjada! Naprawdę ci nie wstyd, że żył na twój koszt? Szuka pracy? On po prostu nie chce pracować mówiła jej matka, Elżbieta. Masz już dwadzieścia siedem lat, czas znaleźć porządnego faceta i założyć rodzinę.

Kasia sama to rozumiała. Pracowała jako pielęgniarka w miejskim szpitalu. To nie był cichy, specjalistyczny oddział, gdzie dyżury mijają spokojnie, można posiedzieć w telefonie, a w nocy się zdrzemnąć. Nie. Trafiały tu osoby z ciężkimi urazami, często w stanie krytycznym. Każda minuta wymagała pełnej gotowości. Czasem nie było nawet kiedy zjeść.

Po dyżurach wracała do domu zmęczona i głodna. Od rodziców wyprowadziła się dawno, więc gotowanie spoczywało na niej. Po zmianie nie miała siły, by coś przygotować. A Bartek zawsze domagał się jedzenia, więc po krótkiej drzemce i tak musiała stać przy kuchence. Teraz, gdy została sama, kupowała zapiekankę w budce naprzeciwko, jadła i kładła się spać.

Minęły cztery miesiące od rozstania, gdy poznała Dominika. Pewnego wieczoru przywiózł swojego kolegę po wypadku do szpitala. Gdy zobaczył Kasię na dyżurze, od razu poczuł, że to przeznaczenie.

Co za oczy Muszę się z nią poznać zdecydował, choć najpierw zajął się przyjacielem.

Gdy sytuacja się uspokoiła, stał na korytarzu, nie wiedząc, jak zagadać. Ale ona sama wyszła z gabinetu, a on wykorzystał tę chwilę.

Przepraszam, jestem Dominik wydukał.

I co z tego? To imię nic mi nie mówi odpowiedziała, ale w tym momencie rozległ się głos:

Kasia, przynieś szybko dziennik z sąsiedniego gabinetu! rzuciła się biegiem.

No tak, tu nie ma czasu na pogawędki pomyślał Dominik. Gdy wracała z dokumentami, zapytał: A kiedy kończycie zmianę?

Jutro rano odpowiedziała.

O ósmej czekał już przed szpitalem. W końcu ją zobaczył.

Ty?!

No ja roześmiał się. Jak masz na imię?

Kasia. A ty Dominik.

Myślała, że już go nie spotka. Była zmęczona po dyżurze, ale dziwnym trafem nie czuła wyczerpania. Dominik od razu jej się spodobał wysoki, jasnowłosy, z niebieskimi oczami.

Mogę cię odprowadzić? Rozumiem, że po tylu godzinach w takim stresie Sam bym nie wytrzymał.

Przywykłam. A ty gdzie pracujesz?

W transporcie. Ojciec ma firmę, a ja jestem jego prawą ręką. Więc mam trochę wolnego czasu.

Umówili się na wieczór. Siedzieli w kawiarni, potem spacerowali nad Wisłą. Odwiózł ją do domu samochodem. Tak zaczął się ich romans tak intensywny, że nie potrafili bez siebie żyć.

Matka wypytywała, czemu córka nie przychodzi w odwiedziny.

Mamo, zakochałam się. Nie mam czasu.

To chociaż przedstaw nam go! nalegała Elżbieta.

Dobrze, dobrze, dam znać, kiedy wpadniemy obiecała Kasia.

Gdy w końcu przyszli, matka spojrzała na Dominika i zesztywniała.

Witajcie. Proszę, przejdźcie do pokoju.

Przy stole była oschła, ledwo odpowiadała. Ojciec próbował podtrzymać rozmowę. Dominik czuł się niezręcznie, a Kasia nie rozumiała, co się dzieje.

Nie zabawili długo.

Kasia, twoi rodzice chyba mnie nie zaakceptowali? zapytał w drodze powrotnej.

Nie wiem, co się stało. Zwykle są weseli.

Powód był prosty: Dominik był synem dawnych wrogów jej rodziców. W młodości matka Dominika, Anna, odbiła chłopaka Elżbiecie. Mieszkały w tym samym bloku, chodziły razem do szkoły. Potem Anna wyszła za mąż i wyprowadziła się, ale Elżbieta nigdy nie wybaczyła zdrady. Jej mąż, ojciec Kasi, był zwykłym brygadzistą, często zaglądał do kieliszka. Elżbieta śledziła przez znajomych, jak żyje Anna wiedziała, że ma syna

Oceń artykuł
TwojaCena
Przeszkoda w miłości