No i co, tak się rozstała z tym swoim chłopakiem, Krzysztofem, z którym była długo, a potem nawet razem zamieszkali. Zrozumiała, że zupełnie inna sprawa to randki i spotkania, a zupełnie inna wspólne życie pod jednym dachem. Nie dała rady z nim wytrzymać.
„Okazało się, że wcale do siebie nie pasujemy, a przecież wydawało się, że to miłość” myślała w drodze po pracy do domu.
„Zaraz znów go zobaczę w tym mieszkaniu, gdzie wszystko porozrzucane, w kuchni góra brudnych naczyń, wszędzie okruchy, a on leży na kanapie, wgapiony w telefon. Wkurza mnie wszystko w nim. Dzisiaj postawię kropkę nad i” postanowiła.
Weszła do środka, rozejrzała się jak zwykle, ten sam bałagan. Krzysztof wylegiwał się na kanapie, od dwóch miesięcy „szukał pracy”, ale Kinga w końcu zrozumiała, że to tylko wymówki. Po prostu wygodnie mu się z nią żyło.
„Krzysiu, znowu to samo kanapa, wszędzie syf, obserwuję to miesiącami. Rozstajemy się, spakuj swoje rzeczy i wynoś się” powiedziała stanowczo, podnosząc głos.
„Kinga, ty chyba zwariowałaś? O co ci chodzi? Przecież było spoko i nagle” zdziwiony Krzysztof poderwał się z kanapy.
„To nie nagle. Doszłam do tego po długim myśleniu. Rozumiem, że nie jesteśmy dla siebie. Wyjdź, mówię poważnie, nie próbuj mnie przekonywać.”
„Pożałujesz jeszcze, a gdzie ja pójdę w nocy?” rzucił groźnie.
„Gdzie chcesz, masz przecież rodziców, więc lecisz do nich.”
Kinga poszła do kuchni, zaczęła myć naczynia, ułożyła wszystko na miejsce. Wróciła do pokoju i zobaczyła, jak Krzysztof zapina torbę miał niewiele rzeczy. Przechodząc obok, warknął:
„Żałować będziesz” i trzasnął drzwiami.
„Każde zamknięte drzwi to nowa szansa, by znaleźć te, które się otworzą” przypomniała sobie czyjeś słowa. Z radością przekręciła zamek, usiadła na kanapie i westchnęła z ulgą. „W końcu. Nowe życie. Powinnam to zrobić dawno temu, już mi lżej. Dobrze, że się go pozbyłam jego ciągłe narzekanie, a i tak zawsze wychodziło na to, że to ja jestem winna.”
Gdy rodzice dowiedzieli się, że córka wyrzuciła Krzysztofa którego nie znosili ucieszyli się.
„No wreszcie pozbyłaś się tego darmozjada. Nie było ci wstyd, że żył na twój koszt? Szukał pracy? Głupoty, po prostu nie chciało mu się pracować” gderała matka, Elżbieta. „A tak w ogóle, masz już dwadzieścia siedem lat, czas na porządnego męża i rodzinę.”
Kinga sama to rozumiała. Pracowała jako pielęgniarka w miejskim szpitalu. To nie był jakiś spokojny oddział, gdzie można posiedzieć w telefonie czy zdrzemnąć się w nocy. Nie. Tam trafiali pacjenci z całej Warszawy z ciężkimi urazami, nagłymi przypadkami. Trzeba było być w ciągłej gotowości, czasem nawet nie było kiedy zjeść.
Po dyżurach wracała zmęczona i głodna. Od rodziców wyprowadziła się dawno, więc gotowanie spadało na nią. Po pracy nie miała siły, chciała tylko odpocząć, a Krzysztof jeszcze domagał się obiadu. Teraz, sama, kupowała zapiekankę w budce pod blokiem, jadła i szła spać.
Minęły cztery miesiące od rozstania, gdy poznała Jacka. Pewnego wieczoru przywiózł do szpitala kolegę po wypadku.
Zobaczył Kingę na dyżurze i od razu wiedział ta dziewczyna to jego przeznaczenie.
„Co za oczy Muszę się z nią poznać” pomyślał, zanim zajął się przyjacielem.
Gdy sytuacja się uspokoiła, stał na korytarzu, niepewny, jak zagadać. Ale sama wyszła z pokoju, a on wykorzystał moment.
„Przepraszam, jestem Jacek” wydukał.
„I co z tego? To imię nic mi nie mówi” odpowiedziała, ale wtedy ktoś zawołał:
„Kinga, przynieś szybko dziennik z sąsiedniego gabinetu!” rzuciła się biegiem.
„No tak, tu nie ma czasu na pogaduchy” pomyślał Jacek, a gdy wracała, zapytał: „A o której kończycie?”
„Jutro rano” odparła krótko.
O ósmej rano czekał już przed szpitalem. W końcu ją zobaczył. Ona zamarła.
„Ty?!”
„No ja” uśmiechnął się. „Jak masz na imię?”
„Kinga, a ty Jacek.”
Myślała, że go już nie zobaczy. Była zmęczona po dyżurze, ale jakoś nie czuła tego zmęczenia. Jacek spodobał jej się od pierwszego wejrzenia wysoki, jasnowłosy, niebieskooki.
„Możę cię odprowadzić? Wiem, że po nocy w takim stresie Nie wyobrażam sobie takiej pracy, nie dałbym rady.”
„Przyzwyczaiłam się. A ty gdzie pracujesz?”
„W transporcie. Tata ma firmę, a ja jestem jego prawą ręką. Mam sporo wolnego czasu.”
Umówili się na wieczór. Siedzieli w kawiarni, potem spacerowali nad Wisłą, a on podwiózł ją do domu. Tak zaczęła się ich historia. Zakochali się w sobie do szaleństwa, nie mogli bez siebie żyć.
Matka dopytywała, czemu Kinga nie wpada.
„Mamo, zakochałam się, nie mam czasu!”
„To chociaż przedstaw go nam!” naciskała Elżbieta.
„Dobrze, dobrze, wpadniemy kiedyś” obiecała.
W końcu przyszli do rodziców.
„Cześć, mamo, tato to Jacek.”
Matka spojrzała na niego i zbladła.
„Dzień dobry, proszę do pokoju.”
Przy stole była zimna, prawie się nie odzywała. Ojciec zadawał pytania, ale Jacek czuł się nieswojo. Kinga nic nie rozumiała, tak samo jak on.
Nie zostali długo i wrócili do niej.
„Kinga, nie wiem Chyba twoi rodzice mnie nie polubili. Zawsze tacy są?”
„Nie, zwykle są weseli. Sam nie wiem, o co chodzi.”
A sprawa była prosta Jacek był synem odwiecznych wrogów rodziców Kingi. Dawno temu, w młodości, jego matka, Alicja, odebrała chłopaka Elżbiecie. I teraz ich syn stał w progu. Mieszkały w jednej klatce, chodziły do tej samej szkoły, były przyjaciółkami. A potem Alicja stała się wrogiem.
Choć Elżbieta wyszła później za mąż, wpoiła mężowi nienawiść do sąsi



