Poznałam żołnierza z USA na portalu randkowym. Dałabym mu wszystko, a on tak mnie ośmieszył

Słuchajcie, muszę się z Wami podzielić czymś, co mnie spotkało. Nie łatwo mi o tym mówić, ale może moja historia przestrogą będzie dla innych.

 

Cztery lata po śmierci mojego męża, pod naciskiem córki założyłam profil na portalu randkowym.

– Czas ruszyć dalej, mamo – powiedziała.

No i ruszyłam, nie spodziewając się, co mnie czeka.

Napisał do mnie pewien mężczyzna, żołnierz z USA. Początkowo byłam sceptyczna, ale człowiek potrzebuje rozmowy, prawda? Kilka lat temu straciłam męża, był żołnierzem. Odszedł nagle, zmarł na zawał serca. Ta strata przewróciła moje życie do góry nogami. Kiedy więc na portalu randkowym pojawił się mężczyzna, również żołnierz, a w dodatku tak z daleka, pomyślałam, że to nie może być przypadek. Może to znak, że mój mąż z nieba chce dla mnie szczęścia, błogosławi nowej znajomości. Wydawało mi się, że to przeznaczenie.

Pisaliśmy ze sobą cztery miesiące. Słowa miłości, plany na przyszłość… Mówił, że chciałby się ustatkować, założyć rodzinę i że marzy, by mnie odwiedzić. Ale zawsze był jakiś haczyk – trudna sytuacja życiowa, brak środków na bilety. No i się zaczęło.

Wysłałam mu pieniądze, w sumie cztery tysiące złotych. Ale to nie koniec, bo niby były problemy z bankiem, prosił o przelanie na inne konto.

– Jak dojdą, to Ci zwrócę Moja Kochana – obiecywał.

I ja, głupia, wysyłałam coraz więcej.

Córka, gdy się dowiedziała, była w szoku. Krzyczała, żeby się opamiętać, ale ja… No cóż, byliśmy już umówieni na spotkanie. Miał do mnie przylecieć, zamieszkać na parę miesięcy, a później zaprosić na wycieczkę do siebie. Zamówiłam taksówkę, pojechałam na lotnisko. I co? Wiadomość od niego – problemy przy kontroli, potrzebuje kolejnych pięciu tysięcy. Bez zastanowienia wysłałam. Czekałam, czekałam trzy godziny, aż w końcu dotarło do mnie, że zostałam oszukana.

 

Przeczytaj także: „Zabieraj swoje wnuki i wynoś się z naszego mieszkania!”. Tak postawiłam teściową do pionu

 

Nie poszłam na policję, wstydzę się. Straciłam niemal piętnaście tysięcy złotych. Moja córka miała rację. Zaufałam za bardzo, zaślepiona potrzebą bliskości, uczucia. Teraz zostaje mi tylko ostrzegać innych. Uważajcie, proszę. Nie róbcie moich błędów. Nie dajcie się zwieść pięknym słowom od kogoś, kogo znacie tylko z internetu. To może kosztować więcej niż pieniądze. Może kosztować złamane serce i utraconą wiarę w ludzi.

Oceń artykuł
TwojaCena
Poznałam żołnierza z USA na portalu randkowym. Dałabym mu wszystko, a on tak mnie ośmieszył