Irena miała dwadzieścia lat, kiedy pierwszy raz się zakochała. Wszystko byłoby dobrze, gdyby mężczyzna, którego pokochała był wolny, ale niestety on był żonaty. Ona młoda niedoświadczona, on trzydziestoletni biznesmen. Przyjechał do jej miasta w delegację i zatrzymał się w hotelu, w którym pracowała. Irena dość szybko uległa jego urokowi, czuła się taka szczęśliwa, bo Edward obiecywał jej wspólną przyszłość. Dla niej miał się rozwieść.
– Jak to się stało, że ktoś taki jak on, zwrócił uwagę na kogoś takiego jak ja – myślała.
Edward co tydzień przyjeżdżał w sprawach służbowych. W dzień spotykał się z klientami, a wieczory spędzał z Ireną. Na początku spotykali się w różnych motelach na obrzeżach miasta, lecz jakiś czas później dziewczyna zaprosiła go do swojego domu. Niestety, mężczyzna nie wywarł dobrego wrażenia na matce Ireny. Kobieta prosiła córkę, żeby dała sobie spokój z tym człowiekiem. Mówiła, że nic dobrego ją z nim nie czeka i, że nie buduje się swojego szczęścia na czyjejś krzywdzie. Ale Irena jej nie słuchała, była zbyt zakochana, zbyt szczęśliwa, by martwić się losem „tamtej kobiety”.
Taka sielanka trwała dwa lata, gdy stało się to, czego obawiała się matka dziewczyny – Irena była w ciąży.
Na kolejnym spotkaniu zdenerwowana dziewczyna zapytała:
– Co teraz będzie? – Ale Edward uspakajał ją mówiąc, żeby się nie martwiła, bo wszystko będzie dobrze. Zapewniał, że jak tylko się rozwiedzie wezmą ślub. A teraz musi pojechać i porozmawiać z żoną.
Na początku Edward pisał do Ireny, dzwonił codziennie, prosił o cierpliwość i zapewniał o miłości, a potem wiadomości przestały przychodzić, telefony stały się coraz rzadsze, aż w końcu umilkły całkiem. Dziewczyna każdego dnia czekała na wiadomość od ukochanego, aż w końcu z całą brutalnością dotarło do niej, że została wykorzystana i porzucona. Zrozumiała, że Edward nigdy nie miał zamiaru się rozwieść, a ona była tylko zabawką. Niestety, ta świadomość przyszła zbyt późno, to był już siódmy miesiąc i o przerwaniu ciąży nie mogło być mowy – musiała urodzić.
Urodziła śliczną, zdrową córkę, ale jedyne uczucie jakie do niej czuła to była złość, by nie powiedzieć nienawiść. Wyrzucała dziecku, że zmarnowała jej życie. Po porodzie szybko doszła do wniosku, że dziecko nie jest jej do niczego potrzebne, a ona ma prawo do ułożenia sobie życia. Nie zastanawiając się długo, zostawiła dziecko matce, a sama pojechała do stolicy, szukać szczęścia. Irena była ładną kobietą, więc adoratorów jej nie brakowało, tylko problem był w tym, że żaden nie chciał się żenić.
Tak minęło piętnaście lat, Irena miała kilka luźnych związków, ale nic z tego nie wyszło. Przez te wszystkie lata ani razu nie pomyślała o swojej córce, ani razu nie zadzwoniła, ani nie napisała do niej. To był zamknięty rozdział, a ona starała się zacząć pisać nowy. I tak któregoś dnia spotkała Ryśka. Rysiek był od niej dwanaście lat starszy i miał dwoje dorosłych dzieci, ale miał też jedną zaletę był bogaty. Mężczyzna nalegał na szybki ślub, więc niespełna dwa miesiące później Irena jako młoda mężatka wprowadziła się do jego domu. Już w ciągu kilku pierwszych dni okazało się, że dzieci Ryśka to przeszło dwudziestoletnie, rozwydrzone osoby, nieumiejące nic zrobić i czekające, aż ktoś ich obsłuży. Teraz Irena od rana do nocy gotuje, sprząta, pracuje w ogrodzie, bo Ryśkowi była potrzebna służąca, a nie żona.
Poszukując szczęścia, opuściła własne dziecko. Jednak życie nie potoczyło się tak, jak planowała.


