Wyszłam za mąż rok temu i przez cały ten czas, moja teściowa nie dawała mi spokoju. Rządziłą mną i zrobiła ze mnie służącą. Mąż prosił mnie po ślubie, żebyśmy z nią zamieszkali i przekonywał, że wszystko będzie dobrze. Kilka miesięcy temu, namówiłam Wojtka na wynajęcie mieszkania, bo już nie mogłam z jego matką wytrzymać.
Gdy poszliśmy na swoje, wydawało mi się, że trafiłam do raju i że wkrótce zacznie się szczęśliwe życie. Nie trwało to długo. Po miesiącu, zapukała teściowa i już miałam nie otwierać drzwi, ale stał z nią mój mąż. Zaczęła płakać jak małe dziecko i powiedziała, że przyjechała jej córka z dziećmi, ponieważ mają remont w domu i nie mają gdzie mieszkać. Dzieci tak rozrabiają, że nawet w nocy nie ma spokoju. Ona jest chora i nie może meszkać w takich warunkach.
Poprosiła, aby mogła z nami na ten czas zamieszakć. Obiecała, że nie będziemy żałować i zapewniała mnie, że nie będzie wchodzić nam w drogę. Błagałam męża, aby sie nie zgadzał, ale nie posłuchał mnie. Wpuścił matkę do naszego domu, bo była rzekomo chora. Od początku nastawiłam się na ciągłe jej wybryki, ale nic takiego się nie działo. Co drugi dzień wychodziła do pracy i zaczęłam nawet myśleć, że to w sumie normalna kobieta.
Matka Wojtka mieszkała z nami od około miesiąca i przez cały ten czas, zachowywała się nawet poprawnie. To było do niej niepodobne, że tak długo wytrzymała bez konfliktu. Kiedy jednak postanowiłam z nią porozmawiać i nawet się zaprzyjaźnić, wróciła do dawnych zachowań. Przyszłam z pracy do domu i zobaczyłam porozrzucane nasze ubrania i kosmetyki. Powiedziała, że mieszka tu od dłuższego czasu i ma prawo przesegregować i powyrzucać niepotrzebne rzeczy. Mój mąż był zszokowany tym, co działo się w mieszkaniu.
Okazało się, że Wojtek wczoraj rozmawiał z teściową. Powiedział mi, że mama nie może się jeszcze wyprowadzić i muszę być cierpliwa. Zadzwoniłam do rodziców i poprosiłam ojca, aby przyjechał po mnie i moje rzeczy.




