Lilka mieszkała ze swoim narzeczonym. Nie mieszkali sami w domu, mieszkały z nimi jeszcze dzieci jej siostry, z którą nie miała dobrych relacji od dzieciństwa, a która miała problem z alkoholem.
Czasami matka Lilki przychodziła do domu, aby pomóc dzieciom. Pewnego dnia przyszła z innego powodu.
– To pilne, klucze do mieszkania Izy… Spieszyła się.
– Sąsiadka dzwoniła i mówiła, że Iza od kilku dni nie otwiera drzwi, chyba ma dość…
– Mamo, w takim razie niech przyjadą jej krewni. Twoja córka od dawna z nimi nie mieszka.
Skąd ona wzięła klucze? – powiedziałam.
– Iza zostawiła je pewnie z rzeczami dzieci – odparła moja matka.
– Mamo, nie idź tam!
– Lilka, to Twoja wina, gdyby nie Ty, gdybyś wtedy nie zabrała dzieci, może by się opamiętała i przestała pić. Nie jęczałaby teraz. W rezultacie… narzeczony Lilki wtrącił się do rozmowy.
– Chodźmy więc razem i zobaczmy, co jest nie tak.
Przez całą drogę matka Lilki niemal flirtowała z narzeczonym córki. To rodzinne, jej siostra podrywała Roberta po tym, jak odeszła od poprzedniego pijaka.
Lilka jechała w milczeniu, dobrze wiedziała, że Iza znowu jest pijana i leży wśród pustych butelek.
Cała trójka weszła po schodach. Matka Lilki jak zwykle wpadła w panikę i wysłała swojego przyszłego zięcia, żeby otworzył drzwi. Nikogo nie zastali pod drzwiami, więc musieli iść dalej.
– Cóż, jest tutaj, żywa i jak zwykle pijana. Zaopatrzyła się na nadchodzący tydzień – powiedziała matka.
Matka Lilki oczywiście chroniła swoją ukochaną pijaną córkę i to Lilka była tą złą. Miała jej za złe, że zabrała dzieci z rodziny i wychowywała je ze swoim narzeczonym. Sądziła, że gdyby je zostawiła to rodzina zostałaby zjednoczona. W co ona wierzyła, tego nie rozumiałam.



