Moja żona razem ze swoją siostrą trafiły do szpitala w tym samym czasie. Razem z żoną staraliśmy się bardzo długo o dziecko, wreszcie się udało. Jej siostra była przeciwieństwem – to młoda nastolatka, niedawno skończyła osiemnaście lat. Dlatego jej ciąża była szokiem dla wszystkich – nikt się tego nie spodziewał. Moja żona starała się wspierać siostrę, dopingowała ją, że będzie świetną matką, ale ona zdawała się być wycofana, jakby nie mając świadomości tego, co się dzieje.
Obie rodziły niemal w tym samym czasie i na dwóch sąsiadujących salach porodowych. Nasz szpital jest bardzo mały, na szczęście tego dnia pracowało kilku lekarzy, więc obie miały zapewnioną dobrą opiekę. Moja żona urodziła dziewczynkę. Charakter matki był od razu widoczny. Dziecko nie płakało, tylko nieśmiało piszczało i urodziło się zupełnie zdrowe.
A potem urodziła siostra. Jej córka krzyczała tak głośno, że obudziła prawie cały oddział. Swoją drogą, narodziny obu córek były dla wszystkich niespodzianką, nikt nie spodziewał się, że stanie się to w tym samym czasie. Żona miała termin na dwa tygodnie później niż jej siostra.
Po porodzie siostra żony stała się jeszcze bardziej cicha, przestała mówić i żartować. Nie chciała przyjmować wizyt, a prośby o zajęcie się dzieckiem uparcie ignorowała.
A tydzień później ordynator poinformował nas, że siostra rozmawiała z nim i chce oddać swoją córkę do domu dziecka. Długo rozmawialiśmy z żoną i od razu zdecydowaliśmy się wziąć opiekę nad oboma noworodkami. Kiedy żona została wypisana, lekarze żartowali: „Urodziła jedno dziecko, a wychodzi z dwójką”.
Wiem, że postąpiliśmy słusznie, na naszym miejscu każdy zachowałby się tak samo. Jednak nie mogę spojrzeć w oczy siostrze żony. Jak mogła tak porzucić swoje dziecko? Myślałem, że ta sytuacja czegoś ją nauczy i zmądrzeje, ale ona znów umawia się na randki i imprezuje, a my z żoną toniemy w pieluchach i stercie brudnych ubrań.



