Moi bliscy krewni, rzadko kontaktowali się z nami, ale kiedy mój mąż dostał awans i podwyżkę w pracy, wszyscy nagle ustawili się w kolejce po pomoc. Moja mama potrzebowała nowej kurtki, moja siostra potrzebowała naprawy swojego samochodu, mój siostrzeniec potrzebował nowej koszulki piłkarskiej, a moja siostrzenica nowego telefonu. Według nich, to nie były takie duże wymagania, ale przecież my mieliśmy kredyty, opłaty, samochód i dziecko na utrzymaniu. Tak się wszyscy zachowywali, jakbyśmy nagle stali się milionerami.
Krótko mówiąc, miałam ciężko z moimi krewnymi, ale sprawy znacznie się pogorszyły, gdy moja siostrzenica spadła z deskorolki, złamała obojczyk i musiała przejść operację. Jak myślicie, kto według nich powinien był za wszystko zapłacić? Oczywiście ja! Jakby kilka złotych w pensji mojego męża, robiło różnicę. Pokazałam im moją pustą lodówkę, rachunki i spłaty za pożyczki, ale nie uwierzyli mi, tylko powiedzieli, że buduję swoje życie, izolując sie od bliskich. Jednak jak się to mówi, piorun uderza dwa razy.
Niedługo po tym, odszedł ode mnie mąż, zostawiając nas z synem na ulicy. Moja matka mnie nie przyjęła, podobnie jak moja siostra. Przez kilka dni mieszkaliśmy z synem u sąsiadki. Pewnej nocy, miałam sen o mojej zmarłej babci, powtarzała jakieś numery. Rano zapisałam je na kartce i postanowiłam wysłać kupon totolotka. Było to dziwne, ale pomyślałam, że może babcia chciała mi pomóc? Nie będę tego długo przeciągała, powiem od razu. Za wygrane pieniądze, kupiłam dwa mieszkania. W jednym zamieszkaliśmy z synem, a drugie było wynajmowane lokatorom. Kiedy moi bliscy dowiedzieli się o mojej wygranej, przypomnieli sobie o moim istnieniu, ale teraz już ich nie potrzebowałam.




