Wiesz co, muszę Ci opowiedzieć zabawną historię z pracy. Pewnego dnia, dosłownie pięć minut przed rozpoczęciem dnia w biurze, znalazłem małego bezdomnego szczeniaka na ulicy. Wyglądał jak typowy burek, brudny, zaniedbany, malinowy ogonek, który nie przestawał machać. No to co, pomyślałem nie zostawię go przecież na pastwę losu, i wziąłem go ze sobą do biura. Ukryłem malucha w kącie pokoju, no ale ten uparciuch ciągle wyłaził i popiskiwał, no i niedługo wszystko się wydało.
W końcu wszyscy moi współpracownicy zobaczyli tego szczeniaka. I wiesz co? Ludzie zaczęli pokazywać swoje prawdziwe twarze, jakby zrzucali maski.
Pierwsza była nasza sekretarka, przemiła i bardzo rozmowna Małgorzata Krystyna. Młoda, zawsze uśmiechnięta dziewczyna, porządnie umalowana, a tu nagle schodzi jej uśmiech z twarzy, jak zobaczyła szczenię. Panie Tomaszu, a pan się wcale nie brzydzi? Taki brud wnosić do biura…, fukała, a jej jasna, serdeczna maska opadła gdzieś obok energicznie merdającego ogonkiem kundelka.
Potem wchodzi pani sprzątająca, Zofia Wiesławowna, zawsze trochę zmęczona życiem, narzekająca starsza pani. A tu nagle do mnie z szerokim uśmiechem: O rety, kto tu taki śliczny ogoniasty? Panie Tomaszu, to sprawa służbowa, czy prywatna? Jej narzekanie wyparowało, została prawdziwa, ciepła twarz, którą zobaczyłem po raz pierwszy od lat.
A mój kolega z biura, Adam Januszewicz zawsze serdeczny, pomocny, z każdym pogada, zawsze opowie dowcip. Tego dnia nawet nie wszedł do mojego pokoju. Skrzywił się tylko i powiedział, że bezdomne zwierzęta to tylko zarazki i brud… I tak pod drzwiami została cienka, brudna maska sztucznego uśmiechu.
Ale najbardziej zaskoczył mnie szef pan dyrektor, Stanisław Leszczyński. Zawsze poważny, niezadowolony, nieprzystępny. A tu patrzy na mnie i mówi: No wiesz, Tomaszu, chyba urlop ci się dzisiaj należy… Weź tego urwisa pod pachę i idź do domu. Są rzeczy ważniejsze niż robota. Tylko… nie wyrzucaj go, dobra? W końcu to też żywe stworzenie… Powiedział to z takim zawstydzonym uśmiechem i zaraz zniknął za drzwiami jakby zrzucił swoją szorstką szefowską maskę i został człowiekiem.
I wiesz co? Patrząc na te wszystkie wyimaginowane maski ludzi, z którymi pracowałem tyle lat, nagle dotarło do mnie, jak tak naprawdę ich mało znałem…

