Własna teściowa robi mi na złość. Bo jak to inaczej nazwać? Panoszy się po moim mieszkaniu i nie daje nawet od siebie odpocząć.
Akurat niedawno czytałem, jak ktoś narzekał na swoją teściową, bo ta nie chciała im pomóc, czy to przy dzieciach, czy przy domu. Cóż za szczęśliwy człowiek, pomyślałem. Nie sądziłem, ze to możliwe, ale ja z pocałowaniem ręki chciałbym taką teściową.
Odkąd zmarł mój teść wzięliśmy mamę mojej żony do siebie. Nie dlatego że było u niej krucho ze zdrowiem, wręcz przeciwnie. Ale została sama, baliśmy się, że zacznie myśleć, wspominać i podupadnie mentalnie. Tak to jest jak ludzie żyją ze sobą wiele lat, a później jedno zostaje samo.
Z żoną razem pracujemy, mamy dwójkę małych dzieci. Myślałem, że wzięcie teściowej do siebie to nawet nie taki zły pomysł – teściowa trochę pomoże, posprząta, wszyscy będą zadowoleni. My z żoną i tak ledwo dawaliśmy radę przy tylu obowiązkach panować nad domem. Jak córeczki wracają z przedszkola to mamy prawdziwy harmider. Tutaj sprzątanie, tam pranie, gotowanie. I tak było do pewnego momentu.
Przeczytaj także: Zajrzałam do lodówki teściowej i przeżyłam szok. Jak można zabrać starszej kobiecie wszystko i zostawić tylko chleb i wodę?!
Raz teściowa wpadła na pomysł, że ona będzie nam gotować w ramach wdzięczności za wzięcie jej pod nasz dach. Brzmi dobrze, prawda? Na początku też tak myślałem. Nie dość, że po powrocie do domu miałem świeży i gorący obiad, to i do pracy dostawałem całą reklamówkę wałówki. Cieszyłbym się pewnie dalej i byłbym wdzięczny, gdyby nie to, że teściowa zaczęła kupować i znosić do domu nie wiadomo skąd pudła książek kucharskich.
Mamy pół korytarza w tych klamotach, pełno na tym kurzu, tylko zawadza pod nogami. A teściowa jak się zaaferowała tym, że może nas karmić, tak przestała wychodzić z kuchni. Gdyby nie to, że czasem trzeba spać i pójść do łazienki, to nigdy byśmy jej stamtąd nie wygonili.
Człowiek nie może w spokoju usiąść i napić się herbaty, bo ciągle w kuchni coś się dzieje. Na śniadanie do wyboru do koloru: to rogaliki, to domowy chleb, o obiadach nie wspomnę. I wkurzam się nie tylko dlatego, że nie ma chwili ciszy, ale nawet raz na jakiś czas nie można sobie pizzy zamówić. Jak kupiłem ostatnio na zakupach gotowe pierogi, bo akurat miałem ochotę, to myślałem, że ta kobieta wydłubie mi oczy. Wyrwała mi je z ręki i wrzuciła prosto do kosza, bo to przecież nie przystoi jadać z pudełek, kiedy ona tak się stara.
A inną kwestią jest to, że przecież to po prostu się marnuje, my tego nie przejemy. Ale do teściowej to nie dociera. Więcej i więcej, bo inaczej czuje się nieużyteczna. Mówię jej, niech mama sobie usiądzie i telewizję poogląda. A skąd..
Doradźcie mi proszę, bo ja już naprawdę nie wiem co zrobić.
Zaprosiłem parę dni temu na mecz kumpli. Często tak robię, żona nie ma nic przeciwko. Jak tylko teściowa zobaczyła gości to w koszuli nocnej szamotała się po kuchni, bylebyśmy nie umarli z głodu. Teraz w pracy nawet żyć mi nie dają, ciągle podśmiechują się, że mam podane do stołu niczym król.
Ja naprawdę nie wiem, czy ona robi to faktycznie z dobrej woli, czy może chce mi tym zrobić na złość i wyprowadzić z równowagi. Dałem jej schronienie, ale czy to oznacza, że o prywatności we własnym domu mogę już zapomnieć?!




