„Pani córka jest chora. Mąż powiedział, że Pani zamierza ją oddać.” – powiedziała mi położna.


Ach, co to było za wesele: stoły uginały się od wykwintnych dań, mocne trunki płynęły jak rzeka, a krewni zrzucili się i kupili młodym dużego fiata. To były czasy, gdzie, niestety lub na szczęście, specjaliści nie rozpoznawali jeszcze nieprawidłowości w rozwoju dziecka w łonie matki.

Nie wiadomo, czy Jolanta utrzymałaby ciążę, gdyby dowiedziała się, że jej córka Basia ma zespół Downa. Wiadomo natomiast, że stała się dobrą matką i bardzo kocha swoją córkę.

Był rok 1985. Lato nie było gorące, ale w sercach Jolanty i Krzysztofa wybuchł pożar. Zakochani w sobie do szaleństwa, spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Chodzili do kina i na dyskoteki.

Drobne prezenty, ogromne bukiety kwiatów, wspólne weekendowe wyjazdy pod namiot…, a w rezultacie, brak miesiączki przez ponad dwa miesiące.
Pytanie, czy urodzić, czy nie, po prostu nie pojawiło się, bo kobieta miała już 30lat i nie miała jeszcze dzieci. Nadszedł moment, że „albo zostanie matką, albo „jej pociąg odjedzie”. Krzysztof szczerze kochał Jolantę, więc natychmiast poprosił ją o rękę. Panna młoda wybrała białą suknię, zgodnie z ówczesną modą, ale zamiast welonu miała biały kapelusz z woalką. Pan młody również brylował w nowym czarnym garniturze prosto z fabryki i błyszczących skórzanych butach. Po tym jak Jola i Krzysiek zostali ogłoszeni mężem i żoną, młodzi małżonkowie zaprosili Rodzinę i znajomych na wesele do restauracji.

Pół roku później Jola urodziła dziewczynkę. Poród przebiegł bez żadnych komplikacji. Po wszystkim kobieta leżała na łóżku, zmęczona po porodzie, a położna podała jej dziecko. Przystawiła je do piersi i wzruszona patrzyła, jak córka je. W opinii młodej matki, dziecko było śliczne i absolutnie zdrowe. Personel medyczny spojrzał na siebie.

Po chwili dziecko zostało zabrane na oddział noworodkowy, a matka na salę poporodową. Zmęczona i obolała Jolanta myślała, jak bardzo jest szczęśliwa.
Gdy kobieta trochę odpoczęła, była bardzo zdziwiona, że położne nie przynoszą jej córki do karmienia. Dziecko nie było przyniesione na karmienie ani rano, ani wieczorem. Kiedy zapytała, co się dzieje, niegrzecznie kazano młodej matce, wracać do sali. Jolanta nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć, że zgłosi to do odpowiednich służb, jeśli sytuacja nie zostanie jej natychmiast wyjaśniona. Wtedy starsza pielęgniarka powiedziała: –
– „Pani córka jest chora, ma Zespół Downa. Mąż powiedział, że Pani zamierza ją oddać, więc jej nie przynosiłyśmy.
„- Co?” – krzyknęła młoda matka rozwścieczonym głosem. – Jakim prawem śmie podejmować za mnie decyzje bez pytania? Nic takiego nie mówiłam. Natychmiast przynieście mi moje dziecko!” – rozkazała wzburzona matka.

Basia została natychmiast przyniesiona do swojej matki. Oprócz zespołu Downa dziewczynka nie miała żadnych innych chorób. Następnego dnia przyszedł jej mąż i zażądał, by oddała dziecko, mówiąc, że mogą mieć kolejne, zdrowe. Tłumaczył, że takie dziecko będzie dla nich ciężarem na całe życie i jeśli jej nie odda rozwiedzie się z nią. Przy ostatnim zdaniu Jolanta uniosła jedną brew i powiedziała, że jak tylko wyjdzie ze szpitala, osobiście pójdzie do sądu i złoży pozew o rozwód. Dała mu trzy dni na przeprowadzkę. Nie chciała go widzieć, gdy wyjdzie ze szpitala!

Krzysztof długo chodził w kółko, czekając, aż żona zmięknie, ale Jolanta twardo trzymała się swojego zdania, więc młodzi rodzice wkrótce się rozwiedli.
Jolanta zrobiła wszystko, by wychować córkę na godnego członka społeczeństwa. Basia nie stała się inwalidką i ciężarem, wręcz przeciwnie – opiekuje się teraz starszą matką i pracuje jako kierownik w sieci kawiarni. Matka jest bardzo dumna ze swojej córki i ani razu nie żałowała swojej decyzji.

Oceń artykuł
TwojaCena
„Pani córka jest chora. Mąż powiedział, że Pani zamierza ją oddać.” – powiedziała mi położna.