Ostatni raz cię ostrzegam, jeśli nie zmienisz sali weselnej, odwołuję ślub do wesela zostały dwa tygodnie, a Zdzisia w rękach ściskała zaproszenia, nie mogąc się odważyć, by je podpisać…
Co znowu ci się przywidziało, Zdzisio? zmartwił się jej narzeczony, Michał.
Mam złe przeczucie!
To naturalne uśmiechnął się Michał nie co dzień wychodzi się za mąż. Nerwy będą, ale spokojnie, wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci!
Jak możesz tak mówić? Nie przewidzisz wszystkiego! Dlaczego nie możesz ustąpić? Jak my niby mamy razem żyć, skoro już teraz nie potrafisz pójść mi na rękę?
Nie jesteśmy przecież tacy bogaci, kochanie, żeby lekką ręką wyrzucać pieniądze poczuł się dotknięty Michał. Zamówienie już opłacone, dekoracje załatwione, a zaliczki nikt nam nie zwróci, jeśli zerwiemy umowę.
To nie o pieniądze chodzi, Michał, tylko… uwierz mi na słowo.
Nie będę wierzył w takie zabobony! To nierozsądne. Poza tym, stracimy podróż poślubną. Powiesz mi w końcu, o co naprawdę chodzi?
No dobrze, posłuchaj tylko. Ale nie mów, że takie rzeczy się nie zdarzają. Jeśli ty w nie nie wierzysz, nie znaczy, że nie istnieją.
Słucham zapewnił ją narzeczony.
W naszej firmie zatrudniła się niedawno dziwna dziewczyna, Apolonia. Małomówna, zamknięta w sobie, tylko ciemne ubrania, nie rozstaje się z szalem. Pewnego dnia podchodzi do mnie i mówi: Babcia Lucyna cię pozdrawia.
Jak to?! zdziwiłam się, bo babcia Lucyna nie żyje już od czterech lat.
Chcesz wiedzieć przed czym cię ostrzega? spytała, spotkajmy się po pracy.
Zgodziłam się. I wtedy usłyszałam coś, co do dziś spędza mi sen z powiek.
Działo się to dawno, zaraz po wybudowaniu restauracji Pod Lipami w Poznaniu. Mój znajomy, Marek, jeździł tam na budowę jako kierowca. Dobrze mu się powodziło i wymarzył sobie huczne wesele dla siebie i narzeczonej, Gertrudy. Gertruda pochodziła spod Konina, z ubogiej rodziny. Cała była w skowronkach, bo nigdy w restauracji nie była ani ona, ani jej bliscy.
W dniu ślubu wyglądała prześlicznie w białej sukni i długim welonie, a Marek prezentował się jak z żurnala.
Po ceremonii w kościele orszak weselny i autokar z gośćmi pojechali do nowej sali. Wszyscy zachwyceni wnętrzem. Tylko jedna staruszka pokręciła głową i mruknęła pod nosem:
Widzisz, zamiast żywych kwiatów na wesele sztuczne… Dziwnie to wróży.
Ale nikt nie zwrócił na to uwagi wtedy wszystko wokół było sztuczne: tkaniny, naczynia, ozdoby, czasy takie przyszły.
Goście przyszli jednak z żywymi kwiatami i te postawiono przy stole młodej pary.
W środku zabawy młodzi zatańczyli pierwszy taniec. Gdy wrócili, Zdzisia… oniemiała. Bukiet róż, stojący przed nią, w jednej chwili zwiędł.
Kelnerzy wynieśli bukiet, zabawa trwała dalej. Ale zaraz potem Zdzisia poczuła mdłości i zemdlała. Otworzono okna, myśląc, że to z duszności. Lecz wkrótce znów zrobiło jej się słabo. Wśród gości słychać było szepty:
Może zaciążona?
A tam, co szkodzi to przejdzie! żartowali inni.
Widziałem czerwoną plamę na sukni Zdzisi powiedział jeden z krewnych rodzicom młodej.
Ale gdy podeszli, niczego nie zauważyli.
Pojawiła się też dziwna plotka ktoś podobno widział przy drzwiach kobietę w czerni. Zaczęli szukać, ale nie znaleźli jej.
Młodzi gorzej wspominali noc poślubną nie mogli się uspokoić, bo ciągle czuli w pokoju czyjąś obecność. Słyszeli szelesty, kroki, Marek był pewien, że ktoś stale ich obserwował.
Rano ogarnęła ich panika.
W tamtych czasach podróże poślubne były rzadkością, więc po weselu oboje wrócili do codzienności. Ale tydzień później, Marek już nie żył zginął tragicznie, gdy jego samochód nagle wpadł na przeciwległy pas. Warunki na drodze dobre, zero deszczu, był doświadczonym kierowcą. Nikt nie zrozumiał, jak mogło dojść do wypadku.
Gertruda pogrążyła się w smutku, nikła w oczach. Najgorsze, że po roku wyszła z domu i nie wróciła. Szukano jej, lecz bez śladu.
Ciekawa historia, choć straszna podsumował Michał. Ale co to ma wspólnego z nami?
Wszystko! prawie płakała Zdzisia bo to właśnie w tej restauracji i tej sali, którą wybrałeś, odbyło się to feralne wesele.
Ale co my mamy wspólnego z cudzymi dramatami? Mało się różnych rzeczy ludziom przytrafia?
Mówią, że w miejscu tej restauracji kiedyś było stare cmentarzysko. A sala jest dokładnie nad grobem dziewczyny, która, zdradzona przez męża, targnęła się na życie kilka dni po własnym ślubie. Rozumiesz już?
Nie wierzę w żadne duchy!
Jej dusza nie zaznała spokoju i mści się na każdej kolejnej parze najpierw zabiera pana młodego, potem pannę młodą, dokładnie rok później. Może właśnie teraz przyszła kolej na nas? A skoro to babcia Lucyna mnie ostrzegła, to chyba nie bez powodu!
Żadnych bzdur nie będę słuchał Michał miał już dość jej histerii. Nie wyjdziesz za mnie, to ożenię się z Basią! Basia była przyjaciółką Zdzisi. Podpisuj te zaproszenia albo…
Zdzisia po chwili namysłu zrezygnowała ze ślubu. Zwłaszcza, że słowa Michała o Basi zabolały ją do żywego.
I faktycznie, Michał szybko poślubił Basię która okazała się fałszywą przyjaciółką.
Nie minął nawet tydzień od ślubu, gdy przepowiednia się spełniła: Michał zginął w wypadku na motocyklu w okolicach Wrześni, gdy nagle odmówiły mu hamulce.
Zdzisia bardzo się przeraziła o los byłej przyjaciółki. Chciała porozmawiać z Apolonią, dowiedzieć się, czy można jej jakoś pomóc bo przecież za rok i ona mogła być w niebezpieczeństwie. Lecz okazało się, że Apolonia z dnia na dzień odeszła z pracy.
Pod wskazanym przez nią adresem, nikt takiej osoby nie znał.
Wedle miejskich opowieści, najbardziej przeklęte wesele w Poznaniu odbyło się pod koniec lat 70. Oficjalnie nigdzie tego nie opisano bo kiedyś o takich rzeczach po prostu się nie mówiło.
Ale starsi mieszkańcy miasta dobrze wciąż pamiętają tę historię
Czasem lepiej wsłuchać się w swoje przeczucia i szanować opowieści płynące z doświadczenia poprzednich pokoleń. Bo nie warto lekkomyślnie igrać z losem mogą z tego wyniknąć rzeczy, o których nawet nam się nie śniło.

