Ostatnia Szansa

**Jedyna**

Młodą dziewczyną, zaraz po szkole, Danuta przyszła pracować jako sekretarka w zarządzie budowlanym. Nie dostała się na studia, bo ojciec ciężko chorował, a matki nie miała zmarła przy porodzie. W szkole uczyła się francuskiego i bardzo ten język polubiła. Chodziła na dodatkowe kursy, a potem jeszcze sama się dokształcała. Miała nadzieję, że kiedyś się jej to przyda.

**Miłość bez odpowiedzi**

Pierwszy raz zobaczyła swojego szefa, Witolda Janowicza, gdy rankiem wszedł do recepcji, grzecznie się przywitał, zatrzymał wzrok na nowej sekretarce, po czym zniknął w gabinecie. Ona aż oniemiała.

*Boże, jaki przystojny mężczyzna* pomyślała, po czym szybko się opamiętała. *Co ja wygaduję? Przecież to mój szef, starszy ode mnie i żonaty.*

Miał czterdzieści lat, wysoki, przystojny, z aksamitnym głosem i niebieskimi oczami. Kiedy Witold Janowicz wezwał ją do gabinetu, by przekazać jakieś polecenia, Danuta tonęła w jego spojrzeniu, ale zebrała się w sobie i skinęła głową.

Wyskoczyła na korytarz i osunęła się na krzesło.

*Nie, tak nie można. Przyszłam tu pracować. Szef jest żonaty i wszyscy mówią, że kocha swoją żonę, Wandzię.*

Faktycznie, Witold Janowicz był wiernym mężem. Nie widział nikogo poza Wandą. Dzieci nie mieli, ale byli ze sobą szczęśliwi. Koleżanki z pracy szeptały za ich plecami:

*Co on w niej widzi? Nawet nieładna się ubiera. A on przystojniak.*

Częściowo mieli rację. Wanda była zwyczajną kobietą, ale dla Witolda była całym światem. Próbowały go uwodzić, ale pozostawał niewzruszony.

Danuta słuchała tych plotek i w ciszy kochała swojego szefa. Marzyła, że kiedyś ją zauważy i zrozumie, jak bardzo go kocha.

*Będziemy razem. Urodzę mu dziecko. Nie zburzę jego małżeństwa, ale mogę mieć jego syna czy córkę. Boże, jak ja go kocham!* takie myśli wirowały w jej głowie.

Dla Danuty Witold stał się jedynym, nieosiągalnym marzeniem. On traktował ją jak dobrą pracownicę. Raz podarował jej kwiaty ale to był jej dzień urodzin. A ona jeszcze bardziej się w nim zakochała.

**Przypadkowe spotkanie**

Minęło dwadzieścia lat. I nagle dziś Danuta spotkała go na ulicy. Z początku go nie poznała. Siwy, zgarbiony, szedł powłócząc nogami. Nic nie zostało z dawnego przystojniaka. Serce waliło jej jak młot, usta były suche, nogi jak z waty. A on nawet nie spojrzał, przeszedł obok.

Chciała go dogonić, przytulić się i powiedzieć, że wciąż go kocha. Ale stała jak wryta. Patrzyła za nim i nawet nie zauważyła, że mówi na głos:

*Boże, co się z nim stało? Czy on na to zasłużył?*

Odkąd pochował Wandę, zupełnie się załamał. Minęły dopiero dwa lata, a on już nie żyje, tylko wegetuje usłyszała czyjś głos. To była starsza sąsiadka. Mieszkamy w tym samym bloku. Czasem mu pomagam. Samotny, przepija emeryturę. Krzyczę na niego, ale on już nie potrafi się ogarnąć. A przecież nie stary sześćdziesiąt dwa lata.

Danuta była poruszona. Sąsiadka to zauważyła.

A ty, dziewczyno, skąd go znasz?

Znikąd westchnęła i odeszła.

Cały dzień nie mogła o nim zapomnieć. Leżała w nocy z zamkniętymi oczami, a przed nią przewijały się wspomnienia. Jej jedyna miłość wróciła.

**Służbowa podróż do Francji**

Minęły prawie trzy lata, odkąd Danuta pracowała u Witolda Janowicza. Nigdy nie zdradziła swoich uczuć. Pewnego dnia szef ją wezwał:

Danuto, jedziemy służbowo do Francji. Mówisz płynnie po francusku, a ja się w tym języku nie odnajduję. Przygotuj się.

Nie miał pojęcia, jak bardzo ją ucieszył. A ona marzyła, że wreszcie będą sami.

Negocjacje poszły gładko. W przeddzień powrotu Witold zaproponował:

Chodźmy na kolację. Świetnie sobie poradziłaś.

Siedzieli długo. Witold upił się zwykle nie pił, ale tym razem dał się ponieść radości. Danuta pomogła mu wrócić do pokoju, położyła go do łóżka. Nagle wziął ją za ręce i przyciągnął do siebie.

Dziękuję ci, Wando, dziękuję szeptał, całując ją namiętnie. Serce Danuty stopiło się.

Nie broniła się, choć wiedziała, że to źle. Ale dla niej w tej chwili istniał tylko on.

Potem były pieszczoty. Witold wciąż nazywał ją Wandą.

*Bierze mnie za swoją żonę* pomyślała z goryczą.

Ale i tak się poddała. Nad ranem wyszła cicho do swojego pokoju.

Rano Witold zapukał do jej drzwi, zawstydzony.

Przepraszam cię, Danuto. To, co się stało To nie powinno było się wydarzyć.

Jego słowa ją zraniły, ale zachowała zimną krew.

Nic się nie stało, panie dyrektorze. To była moja wina równie dobrze. Nikt się nie dowie.

Dziękuję. Ratujesz mi życie. Wstyd mi

**Oczekiwanie i rezygnacja**

Wrócili do kraju. Danuta nie mogła zapomnieć tej nocy. Choć Witold nazywał ją innym imieniem, nie przestała go kochać.

Pewnego dnia zrozumiała, że zaszła w ciążę.

*Boże, noszę w sobie dziecko ukochanego* myślała, gdy lekarz potwierdził diagnozę.

Wieczorem podjęła decyzję:

*Nikt nie może się dowiedzieć, zwłaszcza Witold. Kocha swoją żonę. Nie zniszczę jego małżeństwa. Zrezygnuję z pracy.*

Witold był zaskoczony, gdy przyniosła wypowiedzenie.

Co się stało? Pracujesz świetnie. Może podnieść ci pensję?

Nie, panie dyrektorze. Wychodzę za mąż i wyjeżdżam.

Za mąż? To dobrze! Dam ci premię na pożegnanie. Życzę szczęścia.

Danucie było smutno. Gdyby ją zatrzymał, może wyznałaby prawdę. Ale tak się nie stało.

Ojciec przyjął wiadomość o ciąży ze spokojem. Cieszył się, choć sam był chory.

Danuta urodziła syna, Krzysztofa. Chłopiec rósł, ciesząc matkę i dziadka. Gdy Krzysiek poszedł do drugiej klasy, ojciec Danuty zmarł. Została sama z synem. Pracowała gdzie indziej, unika

Oceń artykuł
TwojaCena
Ostatnia Szansa