Ze sklepu spożywczego, lekko utykając, wyszła postawna kobieta. W rękach niosła dwie ciężkie torby. Na zewnątrz czekał na nią bezdomny mężczyzna w nieokreślonym wieku w jaskrawożółtym szaliku. Zwrócił się do kobiety:
– Młoda damo, czy mogłabyś poświęcić mi kilka minut swojego cennego czasu?
Kobieta uśmiechnęła się. To wystarczyło, by jej rozmówca kontynuował:
– Zdaję sobie sprawę, że rozpraszam Panią w bardzo niedogodnym momencie, więc jestem skłonny trzymać Pani torby podczas naszego dialogu.
Kobieta spojrzała na niego z namysłem i wyjaśniła:
– Chcesz z nimi uciec?
– Proszę Pani, nie jestem w wieku, żeby kraść torby z mrożonkami i kurczakami od takich uroczych kobiet!
Podała mu torby.
– Cóż, czego chcesz?
– Chciałem poprosić o pieniądze i skomplementować uroczą Panią. Nie wiem od czego zacząć…
Kobieta zarumieniła się lekko.
– Zacznij od drugiego. Pierwsze będzie zależało od jego wiarygodności. Słucham uważnie.
– Hmm… W Twoich oczach widzę kawałek nieba!
Kobieta bierze głęboki oddech.
– Ile?
– Dwadzieścia złotych.
– Przepijesz to!
Mężczyzna głęboko westchnął:
– Tak, przepiję to.
– Nie rozumiem takich ludzi jak Ty! Wyglądasz na mądrego, zadbanego człowieka, a co sobie robisz?!
– Muszę iść. Przepraszam, że przeszkadzałem.
Oddał jej torby, ale kobieta chwyciła go za ramię i zaproponowała:
– Zróbmy tak, Ty pomożesz mi zanieść torby do wejścia, a ja pomogę Tobie.
– Merci, Madame.
Do wejścia podeszli razem, niczym para. Mężczyzna niósł torby i rozmawiał z ożywieniem. A ona wręcz promieniała, czuła się tak dobrze, jak szczęśliwe małżeństwo wracające z zakupów do domu.
– No to jesteśmy.
– Szykowne mieszkanie pięknej kobiety! Proszę Pani, jest Pani niezwykła!
– Co za pochlebca z Ciebie! Jak to się mówi, nie ma brzydkich kobiet – są niedofinansowane.
– Dziwne, ale przez ten czas… Byłem szczęśliwy. Z Panią tak szybko mija czas.
– To wszystko dzięki Tobie. Dawno nie towarzyszył mi mężczyzna.
– Miło mi to słyszeć.
– Gdyby nie było mężczyzn, całą ziemię zaludniłyby zgorzkniałe i samotne kobiety. Masz, weź to – wyciągnęła do niego banknot stuzłotowy.
– Proszę pani, potrzebuję dwadzieścia. Nie mam drobnych.
– No nie! Jak to nie ma?
– Nie mam, po prostu. Więc… Będziemy mieli pretekst, żeby się jutro znowu zobaczyć. To samo miejsce. W południe?
– Jestem do usług, Madam. Jak Cię rozpoznam? – zapytał mężczyzna i lekko się uśmiechnął.
– Zobaczysz kobietę, która zbliża się do Ciebie. Pomyślisz, że to nie ona… Cóż, to będę ja.
Oboje się roześmiali. Rozstali się i każdy skierował się w swoją stronę, do swojego świata…




