Odzyskać za wszelką cenę

Wrócić za wszelką cenę

Młody ojciec nazwał córeczkę Zosią, bo urodziła się w zimowy, śnieżny dzień, kiedy z nieba sypały się duże płatki śniegu.

Takie same lekkie i puszyste jak moja córeczka myślał Kuba, jadąc do szpitala do żony Ani, która właśnie urodziła. W głowie kołatała mu myśl, że teraz przybędzie mu obowiązków.

Ani bardzo spodobało się to imię dla córki, a Zosia była jasnowłosa, z szarymi oczkami.

Dziewczynka rosła w miłości i cieple. Rodzice nie mogli się nacieszyć swoją Zosieńką, jak często wołał na nią tata. Chodziła już do przedszkola, miała prawie sześć lat i uważała się za całkiem dużą. Choć babcia Halinka, sąsiadka z naprzeciwka, wciąż nazywała ją malutką.

Już nie jestem malutka, jestem duża! odpowiadała Zosia, a babcia tylko się uśmiechała i kiwała głową.

Pewnego wieczoru Zosia nie mogła zasnąć. Leżała cicho w łóżku i nasłuchiwała, o czym rozmawiają rodzice. Lubiła ich podsluchiwać, bo często wynikały z tego ciekawe rzeczy. Nie robiła tego specjalnie, ale gdy długo nie mogła zasnąć, zawsze tak wychodziło.

Mama i tata rozmawiali o ciąży. Wszyscy w rodzinie wiedzieli, że wkrótce urodzi się chłopiec. Zosia nawet wymyśliła imię dla brata nazwie go Miśkiem, bo w przedszkolu był chłopiec o imieniu Miś, którego panie zawsze chwaliły. Więc uznała, że wszyscy Misiowie muszą być dobrzy.

Rodzice mówili o jakimś cesarskim cięciu. Zosia usłyszała, jak tata mówił:

Słyszałem, że dzieci po takim cięciu mogą czasem rozwijać się wolniej niż rówieśnicy. No i ty będziesz musiała wcześniej pojechać do szpitala. Komu zostawimy Zosię?

Kubuś, jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Zobaczymy, jak będzie odpowiedziała Ania.

Zosia nie rozumiała, o co chodzi z tym cięciem, a potem sen wziął górę i zasnęła. Następnego wieczora znów nie mogła zasnąć i podsłuchała, jak rodzice rozmawiają o jej urodzinach. Mama z tatą zastanawiali się, co kupić córce.

Kupmy Zosi złote kolczyki, przecież już mamy przekłute uszy mówiła Ania.

Nie wiem, czy nie za wcześnie na takie drogie prezenty wątpił tata. Jakoś mnie to nie przekonuje, Aniu.

Nie za wcześnie. Wkrótce urodzi się braciszek, a ona będzie starszą siostrą. To ją ośmieli. Już znalazłam małe, ładne.

Zosia ucieszyła się i szybko zasnęła. Czas do urodzin wlókł się niemiłosiernie. W przeddzień zasnęła od razu w końcu jutro był TEN dzień.

Córeczko, wszystkiego najlepszego powiedziała mama, przytrzymując swój brzuch, i podała Zosi małe niebieskie pudełeczko.

Tata stał obok i też się uśmiechał.

Sto lat, nasza kochana Zosieńko! Dziewczynka otworzyła pudełko i wybuchnęła radosnym śmiechem.

Ale w tej samej chwili mama nagle złapała się za brzuch.

Kuba, szybko, odpal samochód! Jedziemy do szpitala. Tylko wstąp po drodze do babci Halinki, Zosia zostanie z nią mówiła wolno, marszcząc twarz z bólu.

Zosi zrobiło się trochę smutno. To jej urodziny, a tu takie zamieszanie, i jeszcze z babcią Halinką. Postanowiła, że nie pójdzie do babci niech ta przyjdzie do nich. Rodzice odjechali. Babcia karmiła Zosię, zaglądała w ciągu dnia, ale wieczorem straciła cierpliwość:

Zmęczyłam się tym chodzeniem. Chodź do mnie, będziesz spała u mnie. Tata cię zabierze, jak wróci. Zosia chciała zaprotestować, ale w mieszkaniu robiło się już ciemno, więc się zgodziła.

Tata wrócił dopiero następnego dnia rano. Zmizerowany, przygaszony, zagubiony.

Co z Anią? jęknęła babcia Halinka.

Kuba skinął głową. W jego oczach zamarzyły łzy. Nie mógł mówić.

Tatusiu, a gdzie Miś?

Zmarł razem z mamą ledwo wyszeptał.

Tego dnia tata, który zawsze zabraniał córce wchodzić do łóżka rodziców, sam pozwolił jej się położyć. Owinął ją kołdrą, a ona leżała na miejscu mamy, wyprostowana jak struna. Wcześniej, gdy tata wychodził na nocną zmianę, mama zawsze pozwalała jej spać z sobą.

Pogrzeb mamy Zosia prawie nie pamiętała. Najpierw pojechali z tatą do szpitala. Gdy on gdzieś poszedł, kazał jej bawić się w parku pod oknami. Potem zobaczyła mamę leżała biała, z zamkniętymi oczami, a Miśka przy niej nie było.

Po pogrzebie nagle zorientowała się, dotykając uszu, że zgubiła jeden kolczyk. To też było dla niej wielkim zmartwieniem. Nie wiedziała, gdzie mógł się zawieruszyć. Płakała to był przecież prezent od mamy.

Minęły trzy miesiące. Kuba nie mógł sobie znaleźć miejsca. Nikomu nie mówił, że tamtego dnia zrezygnował z syna. Chłopiec żył, a ordynatorka szpitala próbowała go przekonać:

Na pewno chcecie zostawić syna? Rozumiem, jesteście w szoku po stracie żony, ale można znaleźć rozwiązanie. Może macie babcię? Albo wynajmiecie nianię. Możecie też nie zabierać chłopca od razu zostanie u nas.

Mam sześcioletnią córkę. Nie stać mnie na nianię, nie mam babci. Sam nie mogę zostać z niemowlęciem muszę pracować i utrzymać Zosię.

Później zrozumiecie, że to błąd. Ale będzie za późno nikt wam już nie poda informacji o dziecku powiedziała stanowczo. Jak chcieliście go nazwać?

Miśkiem, Michałkiem. Tak Zosia chciała.

I nadszedł ten czas. Kuba nie mógł przestać myśleć o synu. Postanowił pójść do ordynatorki. Ale ta dotrzymała słowa nie podała mu żadnych informacji, choć błagał. Wyszedł ze szpitala zrozpaczony.

Czy naprawdę nie dałbym rady? Sąsiedzi by pomogli Bał się, że ktoś dowie się o jego decyzji. Człapał ulicą, gdy nagle dogoniła go pielęgniarka.

Wiem coś o waszym synu.

Spojrzał na nią z nadzieją.

Tej samej nocy, gdy zmarła wasza żonaMłoda kobieta w oknie lśniła w słońcu, trzymając małego Michałka, a Kuba zrozumiał, że los dał im drugą szansę, by być rodziną.

Oceń artykuł
TwojaCena
Odzyskać za wszelką cenę