Pomagam finansowo mojej mamie emerytce, kupuję drogie prezenty i opłacam mieszkanie, a ona nawet nie chce mi pomóc przy dziecku

Wszystkie moje koleżanki mają matki, które bez problemu opiekują się ich dziećmi. Dla mojej matki opieka nad wnuczką to coś z kategorii „niemożliwe„. Ciągle mi powtarza, że to moje dziecko, a ona już swoje wychowała.

Moja córeczka ma 5 lat i chodzi do przedszkola. Dwa lata temu, po urlopie wychowawczym, byłam zmuszona wrócić do pracy. Pracuję jako nauczycielka młodszych klas, więc często nie mogę wziąć wolnego. W takich przypadkach dobrze byłoby mieć matkę, która mi pomoże.

Mama ma sześćdziesiąt lat, jest już na emeryturze i ma dużo wolnego czasu. Przez wiele dni siedzi w domu, poza oglądaniem programów telewizyjnych i rozmawianiem przez telefon z przyjaciółmi, nie ma innych zajęć. W zeszłym tygodniu byłam z dzieckiem u okulisty i okazało się, że moja córka ma problemy ze wzrokiem. Dzwonię do mamy, mówię, że musimy zabrać Martynkę do kliniki na dziesięć dni. Odbierać z przedszkola po zajęciach, około godziny jedenastej, i rano ją tam prowadzić. Wszystko w jednej okolicy, na sąsiednich ulicach dosłownie –  przedszkole – klinika – dom mamy.

Mama kategorycznie odmówiła. Moje dziecko jest spokojne, a mama dobrze o tym wie. Martynka nie jest kapryśna, nie hałasuje, nie robi bałaganu, je to, co dostanie. Jednak matka zostaje z nią z wielką niechęcią.

Kiedyś pilnie potrzebowałam pomocy mojej matki, ponieważ zarówno ja, jak i mój mąż zostaliśmy wezwani do pracy. Zadzwoniłam wtedy do niej, powiedziała mi przez telefon, że jej nikt z dzieckiem nie pomagał, i nie będzie rzucać wszystkiego, żeby do mnie biec. Kilka razy poprosiłam moją matkę, aby pilnie odebrała wnuczkę z przedszkola w dniach, kiedy ani ja, ani mój mąż nie mogliśmy oderwać się od pracy. Babcia zabrała ją, owszem, ale potem upomniała mnie, że właściwie nie jest do tego zobowiązana, ponieważ dziecko ma rodziców, którzy w rzeczywistości sami muszą rozwiązać te problemy.

Staramy się radzić sobie bez mojej mamy i oczywiście możemy znaleźć opiekunkę na te dziesięć dni, zapłacić jej, ale po co, gdy dosłownie w sąsiednim domu siedzi babcia, która nie ma nic do roboty. Odkąd mama przeszła na emeryturę, pomagam jej finansowo. Ciągle daję pieniądze, płacę całkowicie za mieszkanie, dwa razy w miesiącu robię jej zakupy. Kiedy jedziemy z mężem do sklepu, zabieramy ze sobą matkę, a my płacimy za wszystkie jej zakupy. Na wszystkie święta daję mamie drogie prezenty. A mama bierze tę pomoc za pewnik. To znaczy, skoro jestem córką, to muszę jej przynieść jedzenie i zapłacić za mieszkanie. Nie rozumiem. Moje dziecko to moje problemy, nie chce się nimi zajmować.

Czy tak powinno być? Babcie wydają się nie być zobowiązane do pomocy swoim dzieciom, a pomagają.
Czyż nie? Bardzo mnie to boli – staram się dla mojej matki, a ona tego nie docenia.

Oceń artykuł
TwojaCena
Pomagam finansowo mojej mamie emerytce, kupuję drogie prezenty i opłacam mieszkanie, a ona nawet nie chce mi pomóc przy dziecku