Nieznajomy mężczyzna uratował Marcelinę przed chuliganami. Potem odprowadził ją na przystanek. Jej ojciec, który na nią tam czekał powiedział, że szła ulicą sama…

Marcelina wracała do domu z pracy. Był późny wieczór, mimo to, dziewczyna nie bała się iść sama. Droga z jej przystanku do domu jest dość krótka i dobrze oświetlona. Część trasy pokonywała autobusem. Od rana padał śnieg. Ze względu na pogodę ulice świeciły pustkami. Kiedy Marcysia wsiadła do autobusu, szyby były tak zaparowane, że nawet nie zauważyła, jak minęła swój przystanek. Kiedy zmęczona i sfrustrowana nadrabiała drogi, z pewnej ciemnej bramy, dwóch podejrzanie wyglądających facetów wyszło jej naprzeciw. Byli wyraźnie pod wpływem alkoholu. Rzucali niecenzuralnymi słowami i gwizdali w jej kierunku. W pewnym momencie, niespodziewanie zawrócili. Zupełnie jakby się czegoś wystraszyli. Najwyraźniej dostrzegli osobę, która szła za Marceliną. Teraz wyraźnie usłyszała tuż za sobą jego kroki. Znowu ogarnęła ją panika. Wstrzymała oddech i na chwilę przystanęła ale ta osoba po prostu ją wyprzedziła i poszła przed siebie. Przerażonej dziewczynie spadł kamień z serca. Ruszyła dalej za mężczyzną. Postanowiła go dogonić i poprosić:

– Bardzo Pana przepraszam, czy mógłby mnie Pan odprowadzić na przystanek, boję się chodzić sama o tej porze.

– A czy ten przystanek jest gdzieś niedaleko, spieszę się?

– Tak, tam gdzie są te kolorowe czteropiętrowe bloki.

– No, dobrze ale dlaczego wybierasz sobie tak późną porę na spacery?

– Jestem zmuszona. Skończyłam pracę dzisiaj wyjątkowo późno.

Szybko dotarli na miejsce. Długonogi mężczyzna prowadził szybkim krokiem. Marcelina ledwo za nim nadążała. W pobliżu przystanku, z którego odjeżdżali czekał już tata Marceliny. Kiedy go zobaczyła, podbiegła do niego uradowana. Chciała mu powiedzieć, że ma eskortę i powinni podziękować, lecz kiedy się odwróciła wysoki mężczyzna zdawał się zapadać pod ziemię. Nigdzie go nie było.

– Gdzie byłaś, czekam na ciebie od godziny. Dzwonię, ale telefon nie odpowiada.

– Nieprawdopodobne, przecież był cały czas z przodu, ale teraz go nie ma. – wyszeptała zdziwiona Marcysia

– Nieważne, chodźmy do domu. Przygotuję Ci kolację.

Mężczyzny zapadł się pod ziemię. Może szybko pobiegł przed siebie, a może wcale go tam nie było.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nieznajomy mężczyzna uratował Marcelinę przed chuliganami. Potem odprowadził ją na przystanek. Jej ojciec, który na nią tam czekał powiedział, że szła ulicą sama…