Z mężem zarabiamy całkiem nieźle, nie potrzebujemy niczego. Przywykliśmy do kupowania dla siebie tego, co najlepsze i przede wszystkim nowe, nigdy nie oszczędzamy na sobie. Jeśli kupujemy jedzenie, robimy to tylko w drogich sklepach, gdzie jakość jest lepsza. Jeśli chodzi o ubrania, znowu wybieramy dobre markowe sklepy.
Niedawno dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży. Byłam bardzo szczęśliwa. Z tej radości, natychmiast zaczęłam się przygotowywać do przyszłego macierzyństwa. Zaczęłam kupować wszystko, co potrzebne, od łóżeczka do bucików. Ale potem dołączyli do nas krewni.
Zadzwoniła siostra męża: – „Kiedy urodziłam pierwszą córkę, dostałam bardzo ładny rożek dla noworodka. Tylko że jest różowy, a wy spodziewacie się chłopca…, ale to nic, najważniejsze, że rzecz jest dobrej jakości. Możesz z niego skorzystać, tylko potem oddaj, bo może jeszcze urodzę drugie dziecko.”
Byłam zaskoczona taką propozycją… po co nam rzecz, którą trzeba potem zwrócić. Szczególnie, że kolorystycznie nie pasuje. Nie chcę się martwić o jakaś rzecz, żeby nie zniszczyć, bo potem trzeba go zwrócić w stanie nienaruszonym.
A potem włączyła się teściowa. Zebrała od sąsiadów i swoich znajomych używane ubrania dla dzieci. Przy czym, nie obchodziło ją, czy są one dla chłopców czy dla dziewczynek. Wszyscy wiedzą, że oczekujemy syna, a teściowa przynosi nam tu sukienki. Teściowa dzwoniła do nas kilka razy i prosiła, abyśmy zabrali te worki z dziecięcymi ubraniami. Delikatnie jej mówiłam, że nie chcę na swoje dziecko wkładać używanych ubrań, tym bardziej dziewczęcych. Ale teściowa mnie nie słucha. W zeszłym tygodniu sama przyniosła nam te rzeczy…
I co z nimi zrobić, gdzie je przechowywać?




