Nieoczekiwane spotkanie

Niezwykłe spotkanie

Na jubileusz do Stanisławy Kazimierówny zjechali się krewni i znajomi skończyła sześćdziesiąt lat. Jeszcze nie staruszka, ale i nie młódka, choć o sobie mówiła, że to wiek kwitnący. Wciąż pełna energii i zapobiegliwa, wszystko jej w rękach paliło się do pracy, a o sobie mawiała z uśmiechem:

Jeszcze mam proch w prochownicach, nawet się z wami podzielę! i śmiała się serdecznie.

W kawiarni zebrało się mnóstwo gości: mąż, dwaj synowie z żonami, krewni i koledzy z pracy, choć już dawno odeszła na emeryturę. W zakładzie, gdzie przepracowała lata jako główna księgowa, pożegnała się uroczyście, mówiąc:

Nie żegnam się na zawsze, będę was odwiedzać Choć przyznam, nie wyobrażam sobie siedzenia w domu bez zajęcia. Ale każdy do tego dochodzi i moja kolej nadeszła.

Współpracownicy szanowali Stanisławę Kazimierównę, kobietę o złotym sercu, zawsze gotową pomóc i doradzić. Dyrektor żałował, że traci tak cennego pracownika, ale cóż czas na emeryturę. Koledzy też żałowali:

Stanisławo Kazimierówno, nie damy wam spokoju w domu, będziemy dzwonić! Kto nam podpowie, jak coś trzeba? żartowali, żegnając swoją przełożoną.

Dzwonić, kochanie, dzwonić! odpowiadała z uśmiechem.

Tego wieczoru wszyscy byli odświętni i radośni, a jubilatka wyglądała cudnie jakby odmłodniała w swym świątecznym stroju. Miała na sobie długą suknię w kolorze kawy z mlekiem, eleganckie korale z naturalnego bursztynu i pantofle na niewielkim obcasie. Dla niej to ważne, bo od lat rzadko zakładała obcasy, nawet tak niskie.

Mamo, jakaś ty piękna i młoda! chwalili synowie, wręczając jej ogromne bukiety róż.

Dziękuję, moi kochani całowała ich po kolei.

Uroczystość minęła wspaniale, wszyscy byli zadowoleni. A mąż, Kazimierz, nie spuszczał wzroku z żony tego wieczoru była wyjątkowa. Z Kazimierzem przeżyli dobre, spokojne życie, prawie czterdzieści lat. Wychowali porządnych synów, a teraz mogli żyć dla siebie.

Kaziu, ty też się zwolnij, dość już tej pracy namawiała męża.

No cóż, Stasia, pomyślę. Ja też nie wyobrażam sobie siedzenia w domu. Planowałem pracować do siedemdziesiątki, ale zobaczymy, co zdrowie powie odpowiadał. Nasze pokolenie to robotnice pszczoły, bez pracy ani rusz.

Masz rację, tak nas wychowano

Nazajutrz po przyjęciu Stanisława wstała wcześnie. W domu gościli synowie z żonami, siostra z mężem i stara matka. Dom Kazimierz budował własnymi siłami a raczej jego ekipa, bo wciąż pracował w budowlance. Rozwinął się na całego, korzystając z materiałów po kosztach w końcu dla siebie. Teraz cieszył się, że postawił duży, dwupiętrowy dom, bo rodziny mieli sporo i zawsze było gdzie kogoś pomieścić.

Stanisława krząc

Oceń artykuł
TwojaCena
Nieoczekiwane spotkanie