Nie zawsze to, co widzimy na zewnątrz, odzwierciedla to, co dzieje się wewnątrz. Historia ze szpitala, dała mi dużo do myślenia.


Po tej historii zacząłem patrzeć na wiele rzeczy pod innym kątem. Myślę, że warto podzielić się tym z wami.
Do szpitala karetką przywieziono jedenastolatka. Chłopiec wymagał skomplikowanej i pilnej operacji chirurgicznej. Lekarza nie było na miejscu. Gdy go wezwano, przyjechał dopiero po pewnym czasie, a dla chłopca każda minuta była na wagę złota. Nie trudno sobie wyobrazić, jak rozgniewany był jego ojciec, krążący przed salą operacyjną. Kiedy lekarz w końcu się pojawił, mężczyzna rzucił się na niego.

– Gdzie pan był? Za tymi drzwiami leży mój syn. Jego życie teraz wisi na włosku. Przysięgał pan. Czy było tak trudno przyjechać na czas?
Doktor spokojnie przeprosił za opóźnienie, mówiąc, że starał się dotrzeć jak najszybciej. Następnie poprosił mężczyznę o uspokojenie, aby nie przeszkadzał wszystkim w pracy.
– Chce pan, abym się uspokoił? Czy gdyby za ścianą było pańskie dziecko, pan by się uspokoił? A gdyby pańskie dziecko czekało, kiedy lekarz zdecyduje się na operację, co by pan poczuł, powiedz mi – wściekle krzyczał mężczyzna w korytarzu.
Doktor ponownie spokojnie odpowiedział: – Spróbuj myśleć pozytywnie. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby z twoim dzieckiem wszystko było w porządku.
– Więc dla pana to jest kolejny pacjent. Dopóki nie przydarzy się panu coś podobnego, nie dowiesz się, co teraz czuję. Ale oczywiście, łatwo rzucać radami.
Po czterogodzinnej operacji lekarz pospiesznie podszedł do mężczyzny.
– Z twoim synem wszystko jest w porządku. Pielęgniarka odpowie na resztę pytań.
Po tych słowach pospieszył gdzieś. Mężczyzna nadal nie uspokoił się po opóźnieniu lekarza. Podszedł do jednej z pielęgniarek, która wyszła za lekarzem z sali operacyjnej.
– Jaki urażony. Szkoda mu było dwóch minut, aby porozmawiać o moim dziecku. Może miałem pytania właśnie do niego.
Twarz pielęgniarki posmutniała, a jej oczy napełniły się łzami, ciężko westchnęła:
– Myli się pan się, on wcale nie jest taki. Parę dni temu stracił swoją córkę w straszliwym wypadku samochodowym, w którym ucierpiały jeszcze 2 osoby. Gdy go wezwano na operację, był na pogrzebie córki, a teraz spieszył z powrotem do niej. Tu zaczęła płakać, przeprosiła i pobiegła gdzieś.

Tak więc, nigdy nie wiemy, co się dzieje wewnątrz innej osoby. Nie możemy mieć pewności, co oni przeżywają, przez co przechodzą, jaką walkę prowadzą w sobie w danym momencie.
Pamiętajmy, nie zawsze to, co widzimy na zewnątrz, odzwierciedla to, co dzieje się wewnątrz.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie zawsze to, co widzimy na zewnątrz, odzwierciedla to, co dzieje się wewnątrz. Historia ze szpitala, dała mi dużo do myślenia.