Nie kocham męża, ale nie umiem go zostawić. Po rozstaniu musiałabym znów zamieszkać z rodzicami

Nie kocham go. To zdanie, które od dłuższego czasu krąży mi w głowie jak niechciany gość, którego nie potrafię wyrzucić za drzwi. Po ślubie, jakby na zawołanie, porzuciłam wszystko – pracę, marzenia, nawet przyjaciółki. Zajęłam się domem, bo tak było łatwiej, bo tego ode mnie oczekiwano. Teraz, patrząc wstecz, widzę, jaki błąd popełniłam.

 

Wszystko byłoby inaczej, gdybym miała gdzie pójść. Ale bez pracy, bez wykształcenia – co ja mogę robić? Zakończyłam edukację na liceum, języków nie znam. Czuję się jak ptak z przyciętymi skrzydłami. Gdybym odeszła, jedynym rozwiązaniem byłoby wrócenie do rodziców. Przeraża mnie ta myśl. Znów bym stała się tą samą dziewczyną, którą byłam przed laty, zależną od innych, bez własnego życia.

Nie raz myślałam o rozmowie z kimś, kto przeszedł przez podobne doświadczenia. Może ktoś by mi doradził, podał rękę, pomógł znaleźć wyjście. Czasami siedzę wieczorami i przeglądam fora internetowe, szukam historii kobiet, które stanęły w miejscu, w którym ja teraz jestem. Czytam ich historie i zastanawiam się, czy ja też mogłabym znaleźć w sobie siłę, aby zacząć od nowa.

Ale z każdym dniem jest coraz trudniej. Obok mnie jest mężczyzna, którego nie kocham. Codziennie to samo: gotowanie, sprzątanie, uśmiech na pokaz. A w głowie ciągle to samo pytanie: „Co by było, gdybym odeszła?”.

Czasami łapię się na myśli, że może nie jest tak źle. Że może powinnam być wdzięczna za dach nad głową, za stabilizację. Ale wtedy przypominam sobie, że to nie o to chodzi w życiu. Że nie powinnam godzić się na mniej, tylko dlatego, że boję się nieznanego.

 

Przeczytaj także: Daliśmy dzieciom wszystko, czego sami nie mieliśmy. Przez własną głupotę straciliśmy obie córki

 

Mąż jest dla mnie bardzo dobry. Ani raz nie zrobił mi wyrzutów, że żyję za jego pieniądze. Mało tego, przynosi mi kwiaty, daje prezenty, zabiera na wycieczki. Pewnie niejedna kobita zabiłaby za takiego mężczyznę, ale co mi po nim, skoro już do niego nic nie czuję?

Marzę o tym, żeby znaleźć w sobie odwagę i wziąć los we własne ręce. Ale jak zacząć, skoro wydaje się, że wszystko jest przeciwko mnie? Brak pracy, brak wykształcenia, brak wsparcia.

Zastanawiam się, czy jest tutaj ktoś, kto przeszedł przez to samo i znalazł sposób, by się wydostać. Chciałabym znaleźć taką osobę. Może wtedy miałabym nadzieję, że i ja mogę coś zmienić.

Z drugiej strony, boję się, bo mój mąż będzie cierpiał, gdy powiem mu prawdę. On mnie kocha, to widzę w każdym jego geście. Widzę, jak stara się dla mnie, jak próbuje sprawić, bym była szczęśliwa. I każdego dnia czuję się coraz bardziej winna. Bo jak mogę odejść od kogoś, kto poświęca mi całe swoje serce? Czy jestem egoistką, myśląc tylko o sobie?

Każdego dnia zastanawiam się, co zrobić. Zostać czy odejść?

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie kocham męża, ale nie umiem go zostawić. Po rozstaniu musiałabym znów zamieszkać z rodzicami