Natalia pobiegła do domu, natychmiast potrzebowała swojego aktu urodzenia. Jej matki nie było w domu, więc dziewczyna postanowiła sama zabrać dokumenty, wiedziała gdzie są. Podczas gdy szukała tego, czego potrzebowała, natknęła się na dziwny kawałek papieru.
– Co to jest? Akt zgonu? Mój? Przecież ja żyję i mam się dobrze! A to co? dokument adopcji? Nic z tego nie rozumiem – Powiedziała do siebie nerwowo.
W tym momencie do pokoju weszła matka dziewczyny, która nie była zaskoczona zachowaniem córki.
– Natalko, porozmawiajmy!
No cóż, rozmawiałyśmy dosyć długo, jestem dorosłą dziewczyną, wszystko do mnie dotarło.
– Byliśmy z tatą bardzo smutni, właśnie straciliśmy naszą córeczkę i psycholog poradził nam, żebyśmy wzięli dziewczynkę z domu dziecka. Nie sprzeciwiliśmy się, bo ja nie mogłam mieć już dzieci – wyjaśniła matka
– Czy z jakiegoś powodu musieliście zmienić mi imię?
– Tak bardzo za nią tęskniliśmy, że uznaliśmy, że tak będzie lepiej. Niesamowicie ją przypominałaś – powiedziała smutno kobieta.
– Wysłałaś mnie na tańce, chociaż nigdy nie lubiłam tańczyć. Chodziłam też do szkoły plastycznej, ale nie potrafiłam pięknie narysować drzewa, a Ty zawsze wymagałaś ode mnie więcej.
– Tak, ona uwielbiała rysować, a jak tańczyła.
– Kazałaś mi nosić te różowe sukienki, od których robiło mi się niedobrze. Należały od niej?
– Co jest złego w różowych sukienkach? Wszyscy je lubią – szepnęła kobieta, patrząc na córkę z zakłopotaniem.
– Nie wszyscy. Ja ich nie lubię! Mówiłam Ci to cały czas.
– Tata i ja chcieliśmy dla Ciebie jak najlepiej, spójrz na to, kim się stałaś, masz wykształcenie. Dlaczego teraz nas obwiniasz, to dzięki nam masz wszystko! Gdybyśmy powiedzieli Ci wcześniej, co by się zmieniło?
– Tak, ale to nie jest moje życie! Może chciałam grać w koszykówkę, a nie tańczyć. Chciałam wychodzić z przyjaciółmi, zamiast godzinami rysować!
Natalia spakowała swoje rzeczy i postanowiła zamieszkać u przyjaciółki. Musiała przemyśleć całą sytuację, bo nie była na nią przygotowana.




