Mąż nie uzgodnił tego ze mną. Sam podjął decyzję i myśli, że jest słuszna. Jak zobaczyłam w drzwiach naszą „pomoc” i zadowolonego męża, ręce mi opadły…
Moje dziecko przyniosło z przedszkola jakąś grypę, akurat wtedy, kiedy nie miałam kompletnie czasu na takie sytuacje. Sami wiecie, gorączka, kaszel, płacze, że wszystko go boli… Poprosiłam męża o pomoc, ale on też nie mógł wziąć wolnego, więc obiecał, że znajdzie nam pomoc. Byłam wtedy pewna, że chodzi mu o jakąś nianię, jakbym wiedziała, co wymyśli, to stanęłabym na rzęsach, byleby tylko do tego nie dopuścić!
Mój mąż ma chyba tylko jedną osobę, do której może zwrócić się o pomoc – jego matkę, czyli moją teściową. Oczywiście, że przyjechała. A jakże, ona nie odpuści sobie sytuacji, by mieszać w naszym życiu. Od razu zaczęła mnie szkolić jak małego szczeniaczka!
– Ojojoj, to przez ciebie mały cierpi! Boże, jakie to dziecko źle ubrane. Źle go karmisz, jakby jadło zdrowo, nic by mu nie było. Ruchu tez pewnie nie ma, co?
No ludzie, od kiedy wszystko to moja wina? Nie dość, że się martwię o mojego synka, to jeszcze mam słuchać tego niekończącego się katalogu zarzutów!
Przeczytaj także: Podsłuchałam rozmowę mojej mamy z koleżanką. Przechwalała się, że daje nam pieniądze, a przecież to nieprawda!
Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Bo przecież to moje dziecko, zawsze chcę dla niego jak najlepiej. A tu pojawia się moja teściowa, żeby mnie nauczyć jak mam wychowywać moje własne dziecko.
Jasne, że cenię sobie pomoc i zrozumienie w trudnych chwilach, ale może bez tej zbędnej krytyki? Przecież jako matka chyba znam lepiej swoje dziecko? Człowiek wypruwałby sobie żyły, a i tak nie zatrzyma choroby. Jak syn miałby zachorować, to i tak by zachorował, niezależnie od tych wszystkich ubrań, diet czy ruchu… Ale nie, ja tylko słyszę, że jestem złym rodzicem.
Cieszę się, że mój mąż chciał pomóc, ale czy nie mógłby znaleźć kogoś? Tak mam teraz w domu jeszcze przez tydzień teściową, która urządza mi na każdym kroku kazania na temat macierzyństwa.
Powiedzcie mi, proszę, jak mam utrzymać nerwy na wodzy? Ja już czuję, że tego długo nie zniosę, ale nie chcę też tworzyć kłótni w rodzinie…
Mój mąż nie widzi żadnego problemu. Jego zdaniem nie powinnam zwracać uwagi na tego typu komentarze. Ale najgorsze jest to, że dobrze wiem, że ta kobieta mnie obgaduje. Jak tylko od nas wyjedzie, to będzie rozpowiadała całej rodzinie jaką to złą matką i żoną jestem, jak nie dbam o dom i krzywdzę dziecko…



