Sąsiadka jest jak miejski monitoring, o wszystkim wiedzieć i komentować. A teraz wymyśliła coś takiego!

Pani Halina zawsze była troszkę… no cóż, specyficzna. Ale to, co teraz wymyśliła, to już przekracza granice wyobraźni! To nie jest normalne.

Nasza sąsiadka przez nikogo nie była lubiana, każdy miał jej dość, bo wściubiała nos w nieswoje sprawy. Mieszkam w tym lokum razem ze schorowaną mamą. Pięć lat temu wzięłam rozwód i od tamtej pory wróciłam do rodzinnego mieszkania. Mama jest już starsza, potrzebuje pomocy w codziennych obowiązkach, więc nawet dobrze się stało. W życiu wszystko jest po coś, tak myślę.

Jeszcze niedawno, jak zaczął się na dworze ziąb, kupiłam sobie nowy płaszczyk. Ot, zwykły szary na lokalnym bazarze, zapłaciłam niecałe sto złotych. Ale nie powiem, płaszczyk bardzo elegancki, wyglądał na znacznie droższy. Już w pierwszy dzień zaczepiła mnie sąsiadka:

– O, dzień dobry, dzień dobry, pani Magdo – powiedziała z szyderczym uśmiechem. – Widzę, że zakupy były i to udane. No, no… Nowy płaszczyk, torebeczka…

– Torebka jest stara – odburknęłam.

– Tak, tak… Jak jednym brakuje na leki i rachunki, inni kupują nowe ubrania. Ciekawe tylko skąd pieniądze na to mają?

 

Przeczytaj także: Spóźniłam się tylko 10 minut, a lekarka wyrzuciła mnie za drzwi! To się nazywa „służba zdrowia”?

 

– Z pracy, jak to skąd!

– Z pracy, oczywiście… Ja wiem, ile teraz się zarabia. Pewnie z emerytury mamusi.

Tak właśnie wyglądają nasze rozmowy. Mam ich serdecznie dość, ale nic nie mogę przecież poradzić.

A teraz z radością sąsiadka ogłosiła, że zainstalowała kamery na każdym piętrze naszego bloku. Wszyscy zaczęliśmy się gapić na nią jak na jakąś wariatkę. No przecież to już przesada!

Ale ona była zachwycona swoim pomysłem. Mówiła, że teraz będzie miała wszystko pod kontrolą, że nie musi wychodzić z domu, że może cały czas obserwować, co się dzieje na klatce schodowej. Oczywiście to wszystko dla naszego bezpieczeństwa, bo jakżeby inaczej… A my tylko patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem.

Teraz to właściwie nie wiadomo, kiedy pani Halina wychodzi z mieszkania. Nawet kiedy schodzę na dół po listy, czuję na sobie wzrok tych kamer i spojrzenie sąsiadki. To dziwne uczucie, jakby ktoś ciągle patrzył ci przez ramię.

Opowiadała ostatnio, że widziała, jak sąsiedzi z piętra niżej mieli jakichś gości, którzy po zaledwie godzinie już wyszli. Mówi: co to za gościnność? Żeby kogoś zaprosić i wypuścić tak szybko? Wstyd!

Ja bym nawet nie zauważyła, ale ona ma to wszystko nagrane! Przecież to nic innego jak obsesja! Boję się, że następnym razem zainstaluje mikrofony, żeby słyszeć, co się mówi na klatce schodowej… Co zrobić z taką sąsiadką? Jak okiełznać jej pomysły?

Oceń artykuł
TwojaCena
Sąsiadka jest jak miejski monitoring, o wszystkim wiedzieć i komentować. A teraz wymyśliła coś takiego!