Nasz jedyny syn zaskoczył nas wiadomością, że chce się ożenić — ma przecież dopiero 22 lata

Ty, muszę Ci opowiedzieć, co ostatnio się u nas wydarzyło. Nasz jedyny syn, Michał, zaskoczył nas zupełnie stwierdził, że chce się żenić, a dopiero co skończył 22 lata! Wiesz, z mężem byliśmy w szoku, ale stwierdziliśmy, że nie będziemy robić mu przeszkód, bo przecież sami pobraliśmy się młodo mój Rysiek miał 22, a ja ledwo 19 lat. Taka już chyba nasza rodzinna tradycja. Poza tym narzeczona Michała nam się naprawdę podobała, ta Alicja. Chodzili razem na politechnikę i nawet byli w jednej grupie.

Kiedy zobaczyliśmy, że decyzja zapadła, zaczęliśmy powoli wszystko organizować na ślub. Skoro Michał to nasze jedyne dziecko, stwierdziliśmy, że trzeba mu urządzić porządne wesele, takie jak się należy.

Jak tylko wypada, wybraliśmy się z Ryśkiem w odwiedziny do mamy Alicji, naszej przyszłej synowej. Nie wiedzieliśmy o nich zbyt wiele widzieliśmy tylko Alicję parę razy, jak wpadała do nas z Michałem. Ona nam wtedy opowiadała, że mieszka z mamą w małej wiosce niedaleko Krakowa. No więc, jak przystało, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w odwiedziny, a raczej prosić o rękę. Oczywiście, wszystko ustalone było wcześniej, żeby niespodzianek nie było.

Rysiek wziął piękny bukiet, ja upiekłam szarlotkę i wyruszyliśmy poznać przyszłą rodzinę. Powiem Ci, od razu po wejściu rzucił nam się w oczy ten przepiękny, zadbany ogród. Żadnego chaosu, wszystko na swoim miejscu.

Dom był już trochę wiekowy, ale w środku czysto, wszystko porządnie. Przygarnęła nas już w progu mama Alicji Grażyna. Od razu polubiliśmy tę kobietę, bardzo sympatyczna, ciepła osoba. Grażyna zaprosiła nas do stołu jedzenie miała naprawdę pyszne, było widać, że się przygotowała. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, czas miło leciał, ale tematu wesela nie udało się dogadać za pierwszym razem. Grażyna od razu nas uprzedziła, że na wesele po prostu jej nie stać, nie daje rady finansowo.

Widziałam, jak Alicja czuła się skrępowana tą sytuacją, a Michał też był niepocieszony. Wesele chciał przede wszystkim zorganizować dla niej, bo wiedział, jak bardzo jej na tym zależy. Z Ryśkiem więc podjęliśmy decyzję, że sami ogarniemy ten ślub obiecaliśmy Michałowi, że wszystko załatwimy na własny koszt, a co będzie dalej, zobaczymy.

Powiedzieliśmy Grażynie, że niech zaprosi kilka ważnych osób ze swojej strony. A przecież każdy przychodzi na wesele z kopertą. To, co goście wrzucą do kopert, właściwie pokryje ich miejsce przy stole w restauracji. Grażynę było ciężko przekonać, długo się wahała, ale w końcu zgodziła się wesprzeć dzieci.

Wyobraź sobie, w samą środę przed weselem ktoś dzwoni do drzwi a to Grażyna, cała przejęta. Zaprosiliśmy ją na herbatę, a ona długo nie mogła się przemóc, aż w końcu wyciągnęła kopertę z torebki, a w niej plik banknotów. Okazało się, że było jej tak głupio, że zdecydowała się wziąć pożyczkę w banku, by dołożyć się do wesela. Próbowaliśmy ją przekonać, żeby jednak oddała te pieniądze do banku bo przecież widzieliśmy u niej w domu, że żyją bardzo skromnie. Nie chciałam, żeby się wpakowała w długi. Ale nie i koniec postanowiła i koniec. Wesele wyszło wspaniale.

Dzieci były mega szczęśliwe. A w trakcie wesela Grażyna nas zaskoczyła na nowo jak zobaczyliśmy ją w sukience, z makijażem i zrobionymi włosami, nie mogliśmy jej poznać. Była piękna, cały wieczór kwitła. Zresztą zauważył to nie tylko mój Rysiek wśród gości był jeszcze mój brat, Andrzej, który na co dzień mieszka od lat we Wrocławiu, rozwiedziony, 46 lat. Przyjechał specjalnie na tę okazję. Siedział cały wieczór, patrząc na Grażynę, a po weselu powiedział, że na razie nie wraca do Wrocławia.

Od razu się domyśliłam, o co chodzi Już w następną niedzielę jechaliśmy znowu do Grażyny, ale tym razem mój brat przyszedł z własnymi zamiarami chciał się oświadczyć! Ułożyło im się świetnie, pobrali się, a kilka miesięcy później Andrzej zabrał żonę do siebie do Wrocławia. Tak oto Grażyna została nie tylko moją bratową, ale i prawdziwą przyjaciółką. I wiesz co? Naprawdę jej się w życiu należy szczęście.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nasz jedyny syn zaskoczył nas wiadomością, że chce się ożenić — ma przecież dopiero 22 lata