Opowiem Wam dzisiaj historię mojego nieudanego małżeństwa. Poznaliśmy się na studiach. Był bardzo atrakcyjny, zawsze miał wianuszek dziewczyn wokół siebie. Do dzisiaj zachodzę w głowę dlaczego wybrał akurat mnie. Muszę przyznać, że przez całe studia nie zwracałam na niego większej uwagi. Może właśnie ten brak zainteresowania z mojej strony go pociągał. Bardzo o mnie zabiegał, często dostawałam kwiaty i prezenty. Zazdrościły mi wszystkie koleżanki. Spotykaliśmy się przez jakiś czas, aż w końcu mi się oświadczył. Postanowiłam przedstawić go rodzicom. Nie przypadli sobie do gustu. Moja mama go nie polubiła. Powiedziała mi, że według niej, on tak naprawdę mnie nie kocha i nie będę z nim szczęśliwa. Nie wróży nam świetlanej przyszłości, jest pewna, że on ostatecznie mnie porzuci. Bardzo zabolały mnie te słowa. Obraziłam się na mamę, że ma czelność być taka bezpośrednia w swoich osądach.
Niedługo potem pobraliśmy się. Już na starcie rozpoczęły się problemy. Nie mieliśmy gdzie mieszkać. Z pomocą przyszedł teść, który zaproponował żebyśmy wprowadzili się do niego. Szybko zaczął stawiać warunki: gotowanie i sprzątanie od tej pory staje się włącznie naszym obowiązkiem. Nie mieliśmy wyboru i zgodziliśmy się. Bardzo szybko moje życie zamieniło się w koszmar. Ojciec mojego męża nieustannie mną dyrygował, robiła uwagi, czepiał się każdego szczegółu. Jego stosunek do mnie nie zmienił się nawet wtedy, gdy zaszłam w ciążę. Byłam przemęczona i nie miałam siły cały dzień stać przy kuchni. Mój mąż w ogóle mnie nie wspierał, nie troszczył się ani nie współczuł. Trzymał stronę swojego ojca. Razem zrobili sobie ze mnie służącą, wysługiwali się mną na każdym kroku. Kiedy oznajmiłam im, że nie mogę dłużej tolerować takiego traktowania, odpowiedzieli, że przecież nikt mnie tutaj siłą nie trzyma i mogę odejść kiedy chcę. Wtedy przypomniały mi się słowa mojej mamy. Jej przewidywania spełniły się co do joty. Od początku miała rację, ale wtedy jej nie wierzyłam. Nawet się z nią kłóciłam. Nie zastanawiając się długo, spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do rodzinnego domu. Zanim zatrzasnęłam drzwi, wykrzyczałam do nich: „Moje dziecko będzie nosiło nazwisko mojego ojca!”. Rodzice przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Powiedzieli, że we wszystkim mi pomogą. Dzięki Bogu, że przynajmniej na nich mogę liczyć.



