Po trzech latach wreszcie udało mi się spłacić kredyt, który wzięłam na zakup samochodu moich marzeń. W pewnym momencie zrozumiałam, że własny samochód jest mi po prostu niezbędny. Spędzałam bardzo dużo czasu na dojazdach do pracy komunikacją miejską. Ponadto, dzieci również musiały być zawożone do szkoły, przedszkola, na zajęcia pozalekcyjne i spędzały większość dnia w drodze. Wtedy wzięłam kredyt i mimo wszystko kupiłam samochód. Życie stało się dla nas prostsze i spokojniejsze. Niedawno zaczęłam pracować zdalnie, z domu.
Moja mama, gdy tylko dowiedziała się o tej nowinie, od razu dała mi do zrozumienia, że w tej chwili samochód jest bardziej potrzebny mojemu bratu. Pracuje jako taksówkarz i zdążył już zniszczyć kilka swoich aut. Jest bardzo nieostrożny i często ma wypadki. Po rozbiciu własnego samochodu, nie dostał już pojazdu z firmy, a nie stać go na nowy, dlatego oni z mamą zdecydowali, że może jeździć moim samochodem, dopóki sam nie kupi nowego. Nie jestem złośliwa, ale uważam, że jest to niesprawiedliwe, że mój samochód, który spłacałam przez trzy lata, miałby być mi zabrany.
Znam swojego brata dobrze, od razu zepsuje w samochodzie wszystko, co tylko może. Zresztą, samochód jest mi naprawdę potrzebny od czasu do czasu dla siebie i dla dzieci przede wszystkim. Codziennie mama do mnie dzwoni i krzyczy do słuchawki, że nie pozwalam bratu utrzymać swojej rodziny. Potem dzwoni brat i mówi, że nie zniszczyłby go. Potem dzwoni mój tata i mówi, że mam rację, a brat jest już dorosłym mężczyzną i powinien sam rozwiązywać swoje problemy. Potem dzwoni żona brata i mówi, że nie powinnam mu oddawać samochodu. Mówi, że go rozbije, i że po prostu powinien znaleźć inny sposób zarobku. Słowem — rodzina podzieliła się na dwa obozy, gdzie każdy uważa, że ma rację.
Samochód jest mój, myślę, że mam prawo nie oddawać go w ręce nieodpowiedzialnego i niekompetentnego kierowcy. Jeśli przez to są gotowi ze mną przestać rozmawiać, to jest to ich prawo, ale moja decyzja jest ostateczna.



