Moja córka zauważyła leżącą w śniegu kobietę. To nie do pomyślenia, że starsi ludzie zostają z problemami zupełnie sami

Za każdym razem, gdy opowiadam o tym, co zrobiła moja córka Basia, czuję ogromną dumę i radość. Nie ma nic bardziej poruszającego niż świadomość, że młode pokolenie rośnie w naszych dzieciach, które potrafią reagować na potrzeby innych ludzi i okazywać im pomoc. To właśnie stało się w dniu, kiedy moja córka uratowała życie starszej kobiety na ulicy.

Kilka tygodni temu córka wracała ze szkoły do domu. Pogoda nie rozpieszczała, na ulicy było sporo śniegu i lodu. Szkoła była blisko, ale i tak uprzedzałam córkę, by szła piechotą powoli i bezpiecznie dotarła do domu.

Basia wracając zauważyła leżącą kobietę na ulicy. Od razu zrozumiała, że coś jest nie w porządku i musi pomóc. Próbowała ją obudzić, ale ta nie mogła wstać i mówiła niezrozumiale. Córka pobiegła do domu i wezwała na pomoc mojego męża.

Mój mąż, kiedy tylko usłyszał, co się stało, od razu rzucił wszystko i pobiegł za córką. Na miejscu zadzwonił na pogotowie ratunkowe i czekał na przyjazd ratowników. W międzyczasie próbował rozmawiać z kobietą, ale nie było to łatwe. Prawdopodobnie idąc chodnikiem, poślizgnęła się na lodzie i upadła. Obok też leżała kula, która najprawdopodobniej miała ułatwić jej poruszanie się. Mąż twierdził, że musiała leżeć tak przynajmniej godzinę, była już wychłodzona, nie mogła w ogóle poruszać się.

Nie wiadomo, jak długo leżałaby w śniegu, gdyby Basia jej nie zauważyła. W naszym społeczeństwie bardzo mało osób pomaga w takich sytuacjach. Większość ludzi myśli, że są to bezdomni lub osoby uzależnione od alkoholu, a przecież nie zawsze tak jest.

Nie rozumiem też, dlaczego tacy ludzie nie otrzymują żadnej pomocy. Gdzie jest dla nich jakiekolwiek wsparcie w postaci zakupów czy podwiezienia do lekarza? Kroi mi się serce, kiedy myślę, że człowiek, który przeżył już tak wiele, u progu swojego życia musi martwić się, czy będzie miał siłę, by dotrzeć do lekarza albo czy będzie miał co zjeść. Gdyby ta kobieta miała pomoc, być może nigdy nie doszłoby do takiego wypadku.

Dla mnie, jako matki, ta historia jest niezwykle ważna. Marzyłam o tym, by wychować swoją córkę na odpowiedzialną, empatyczną i pomocną osobę, ale teraz wiem, że to, co robię, ma rzeczywiste znaczenie i skutki. Do tej pory widzę, jak moja córka przeżywała to doświadczenie i jak wpłynęło to na jej postawę i podejście do innych ludzi. Takie zdarzenia zdarzają się rzadko, a dla dziecka, którego głównym zajęciem jest szkoła, zapadają one szczególnie w pamięć.

To prawda, co mawiała moja zmarła już prababcia: nie trzeba wychowywać dziecka, wystarczy dać własny przykład. Tak właśnie stało się u nas. Jako rodzice staramy się na własnym przykładzie pokazywać córce, że trzeba pomagać innym. Sami robimy raz w tygodniu zakupy dla naszej starszej pani sąsiadki, odwiedzamy regularnie dziadków Basi – chcemy by miała pełny szacunek do ludzi, którzy tak wiele już przeżyli.

Mam nadzieję, że ta historia zainspiruje innych ludzi do podobnych działań i zobaczą, że małe gesty mogą mieć wielki wpływ na życie innych. W dzisiejszych czasach, kiedy wiele ludzi wydaje się bardziej skupionych na sobie, niż na innych, ważne jest, aby zawsze pamiętać o naszych starszych sąsiadach i bliskich.

Oceń artykuł
TwojaCena
Moja córka zauważyła leżącą w śniegu kobietę. To nie do pomyślenia, że starsi ludzie zostają z problemami zupełnie sami