Nie wiem jak przemówić córce do rozsądku. Jest młoda, skończyła studia i od ponad dwóch lat spotyka się z żonatym mężczyzną. A co najważniejsze, wierzy w to, że on zostawi dla niej żonę.
Moi rodzice wiele lat temu w spadku pozostawili mi swoje mieszkanie. Do tej pory nie miałam pieniędzy, by zająć się remontem, ale córka skończyła studia i wiem, że łatwiej byłoby jej na starcie, gdyby nie musiała wynajmować kawalerki i opłacać wysokiego czynszu.
Oddałam jej klucze, ale zastrzegłam, że nie pomogę zbyt wiele w remoncie. Poznałam tego mężczyznę, kiedy pomagał w malowaniu ścian. Nie wyróżnia się niczym, nie traktuje mojej córki z szacunkiem i z miłością – nie tak zachowuje się mężczyzna, który jest prawdziwie zakochany.
Córka nawet narzekała, że tak długo na niego czeka, on obiecuje, że odejdzie od żony, ale wszystko jest takie trudne i biurokratyczne.
Mam już swoje lata i wiem, że to tylko słowa. Zwodzi moją córkę i obiecuje złote góry, a ona ślepo mu ufa… Znalazł sobie młodą naiwną dziewczynę, a w domu czeka na niego rodzina z gorącym obiadem. To oczywiste, że nie zostawi tej sielanki.
Czuję się z tym źle jako matka i w emocjach zagroziłam córce, że nie oddam jej mieszkania, jeśli nie zakończy tego romansu. Zrobiło się z tego ogromne nieporozumienie, nasz kontakt znacznie się pogorszył. Tak bardzo chciałabym, by poznała chłopaka w swoim wieku, założyła rodzinę i była szczęśliwą żoną i matką…
Z drugiej strony nie chcę się wtrącać. Wydaje mi się, że ma prawo popełniać błędy i liczę na to, że wyciągnie z nich wnioski. Nie chcę zabierać jej mieszkania, choć tak powiedziałam – wiem, że młodym ludziom jest trudno na początku swojej drogi zawodowej. Pieniądze, które musiałaby oddać na wynajem, mogłaby przeznaczyć na dalsze kształcenie albo jakieś kursy językowe.
Szczerze, sama już nie wiem, jak powinna zachować się w takiej sytuacji matka. Udawać, że nie ma problemu i wspierać czy ingerować i pouczać?

