Chciałam pojechać do miasta, by odwiedzić córkę i wnuka, który narodził się niedawno. Nigdy nie lubiłam zgiełku miasta, ale chęć zobaczenia wnuka przeważyła, miałam dość oglądania jego ślicznej buźki jedynie na ekranie telefonu. Kupiłam dla dziecka wiele nowych ubrań, a córce potrzebne rzeczy. Wydawali się być zadowoleni z mojej wizyty. Byłam przekonana, że czas upłynie nam miło i w dobrej atmosferze.
– To tam mieszkamy – powiedziała mi córka, wskazując na balkon z kwiatami na siódmym piętrze.
– Jak oni mogą mieszkać tak wysoko… – pomyślałam.
W mieszkaniu córka urządziła mi wycieczkę, wręczyłam wszystkim prezenty i domowe przetwory. Naprawdę mieli pięknie, wszystko urządzili skromnie, choć z nowoczesnym stylem. Nigdy w życiu nie sądziłam, że mojej córce będzie tak dobrze. Następnego dnia wybrałam się na spacer po okolicy – było spokojnie i cicho. Nie jest to co prawda klimat wsi, gdzie wnuk mógłby biegać za piłką i każdą chwilę spędzać na świeżym powietrzu, ale nie mogłam też narzekać.
Wieczorem córka poprosiła mnie, bym poszła wcześniej spać, mówiąc, że wraz z mężem mają jeszcze pewne sprawy do załatwienia. Nie mogłam zasnąć. Usiadłam na brzegu łóżka i zaczęłam myśleć. Nagle usłyszałam, jak zięć mówi, że jest zmęczony chodzeniem na palcach za teściową i gotowaniem dla mnie. Zapytał, kiedy wreszcie wrócę do swojej wsi, a byłam przecież zaledwie dwie doby. Zaczęłam płakać, nie spodziewałam się, że sprawię im taki trud. O świcie ucałowałam śpiącego wnuka i po cichu wyszłam za drzwi. W drodze na dworzec kolejowy kupiłam trochę słodyczy i kawę dla męża, żeby nie miał podejrzeń co do tego, jak potraktował mnie nasz zięć.
– Dobrze jest odwiedzić własną córkę i jej rodzinę, ale lepiej być w domu – zażartowałam, gdy mąż zapytał mnie, dlaczego wróciłam tak szybko.
Chyba nie mam wyjścia i muszę zaakceptować swoją rolę babci na odległość, bo nie będzie mi dane oglądać wnuka inaczej niż przez kamerkę.




