Jestem mężatką ponad 10 lat. Uczyliśmy się z mężem w tej samej szkole. Po skończeniu studiów oświadczył mi się, a ja się zgodziłam, bo byłam w nim bardzo zakochana. Przez te wszystkie lata bywało różnie; bywały kłótnie i łzy, ale więcej było chwil radosnych. Przeważnie się dogadywaliśmy. W pierwszych latach naszego małżeństwa zawsze dawał mi kwiaty i prezenty nawet bez okazji, a potem nagle przestał. Nawet 8 marca wrócił do domu z pustymi rękami. Byłam bardzo smutna. Dziewczyny w pracy pokazywały prezenty i bukiety od swoich mężów, a ja nie miałam czym się chwalić.
Dla mojego męża kwiaty i prezenty były niepotrzebną stratą pieniędzy: „Po co ci kwiaty i perfumy, nie jesteś już młoda, nie potrzebujesz tych rzeczy.” Po wszelkich uroczystościach koleżanki ze szczególną pasją dyskutowały o swoich prezentach: „Och, dziewczyny, patrzcie, jakie kolczyki dał mi mąż”; „Mam swoje ulubione perfumy, mój mąż mnie uwielbia”; „Mężczyzna zaprosił mnie do restauracji i dobrze się bawiliśmy”. Słuchałam ich i jeszcze bardziej mnie to złościło. Przez to zaczęłam kłócić się z mężem i nie rozmawiałam z nim przez kilka dni.
Generalnie jestem bardzo spokojną osobą, problemy staram się rozwiązywać spokojną rozmową, a nie awanturami. Ale jestem kobietą i potrzebuję uwagi. Bardzo przyjemnie jest czuć się kochanym i docenianym. Kobiety tak mają, że stale muszą otrzymywać dowody zainteresowania. Każda kobieta zgodzi się ze mną. Nie żądam drogiego samochodu, mieszkania w nowym budynku ani zagranicznych wakacji w pięciogwiazdkowym hotelu. Próbowałam tłumaczyć, że jako kobieta lubię czuć się kochana, ale te rozmowy nic nie zmieniły. W tym roku postanowiłam sama zrobić sobie prezenty. 14 lutego zamówiłam bukiet różowych róż z dostawą do biura, a 8 marca kupiłam sobie perfumy i tulipany.
A następnego dnia mój mąż wrócił do domu z ogromnym bukietem czerwonych róż.
Jak widać perswazja zadziałała.
Mój mąż przestał dawać mi kwiaty i prezenty. Zdecydowałam się na radykalne kroki. I o dziwo, pomogło.



