Zastanawiam się, czy to, co robię, jest słuszne. Mój mąż, z którym jeszcze nie mamy wspólnych dzieci, poprosił mnie o pomoc finansową w płaceniu alimentów na jego syna z poprzedniego małżeństwa. Zgodziłam się, ale pod warunkiem, że zrobi tę jedną rzecz.
Mój mąż od dawna nie angażuje się w życie swojego syna z poprzedniego małżeństwa. Może spotykali się dwa razy do roku, jeśli w ogóle. Nie pisał do niego, nie dzwonił, nie interesował się nim. To ja musiałam mu przypominać o urodzinach chłopca. Jak można zapomnieć o urodzinach własnego dziecka? To przecież powinno być dla niego ważne, prawda? A tu nic. Jakby ten chłopiec dla niego nie istniał. To boli, bo ja też chcę mieć dzieci i zastanawiam się, jakim ojcem będzie dla nich. Nie chcę, żeby nasze dzieci czuły się tak, jak jego syn.
A teraz, gdy poprosił mnie o pomoc w płaceniu alimentów, pomyślałam sobie, że to może być dla niego impuls do zmiany. Postawiłam warunek – chcę, żeby zaczął się regularnie spotykać ze swoim synem, co tydzień. Jego biznes ostatnio nie idzie najlepiej, a ja dostałam podwyżkę w pracy. Pomyślałam sobie, że skoro mnie o to prosi, to może warto mu pomóc, ale nie za darmo.
To mnie zastanawia, czy dobrze robię. Z jednej strony, to jego obowiązek, prawda? On powinien dbać o swoje dziecko, nie tylko finansowo, ale też emocjonalnie. A z drugiej strony, to przecież nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o coś więcej, o relacje, o uczucia, o to, żeby ten chłopiec czuł, że ma ojca, który o niego dba. A jak mąż będzie robił na z przymusu, to dziecko się zorientuje.
No i teraz mój mąż jest na mnie obrażony. Mówi, że go zmuszam do czegoś, czego nie chce robić. Ale jak można nie chcieć spędzać czasu ze swoim dzieckiem? To przecież jego syn! Czy ja naprawdę robię coś złego, stawiając taki warunek? Boje się, że jeśli on nie zgodzi się na te spotkania, to nasza relacja też ucierpi. Ale z drugiej strony, nie mogę przestać myśleć o tym chłopcu, który nie ma prawdziwego kontaktu z tatą.
Czasem myślę, że może ja za bardzo się wtrącam. Ale to przecież też moja rodzina, prawda? I jeśli będę finansować alimenty, to chyba mam prawo mieć jakieś oczekiwania. Chciałabym, żeby mój mąż zrozumiał, że to nie tylko kwestia pieniędzy, ale też odpowiedzialności, uczuć, relacji. Chcę, żeby zrozumiał, że bycie ojcem to coś więcej niż tylko płacenie alimentów.
Przeczytaj także: Synowa ubłagała mnie, żebym pomagała co dzień przy wnuku. Nie było mowy, że mam o świcie jeździć autobusem
Mam nadzieję, że w końcu to do niego dotrze i zacznie budować lepszą relację ze swoim synem. Bo jeśli nie, to naprawdę nie mam pojęcia, jakim będzie ojcem dla naszych przyszłych dzieci. Czy będę musiała go prosić, żeby spędzał czas z nimi? Czy też będą dla niego tylko kolejnym obowiązkiem, o którym będzie chciał zapomnieć?
To wszystko mnie bardzo martwi i niepokoi. Może niektórzy pomyślą, że przesadzam, że nie powinnam się mieszać. Ale powiedzcie mi tak z serca, czy sami na moim miejscu nie zrobilibyście podobnie?




