Mam dość patrzenia, jak moja córka niszczy sobie życie. Nie zliczę, ile razy mąż ją rzucił i wrócił.


Kiedy moja córka Justyna postanowiła wyjść za mąż, byłam przeciwna temu związkowi. Jednak ona nie słuchała i uparcie twierdziła, że miłość powinna być na pierwszym miejscu, a nie dobrobyt. Jej mąż, Adrian, pracował w niezbyt prestiżowym miejscu i nie miał swojego mieszkania. Na szczęście córka dostała mieszkanie od swojego dziadka, więc po ślubie zaczęli w nim mieszkać. Po półtora roku Justyna zaszła w ciążę, a dziewięć miesięcy później urodziła syna. Musiała pójść na urlop macierzyński, wtedy jej mąż nie miał wyjścia i musiał zacząć szukać pracy, ale nie znalazł nic lub nie chciał znaleźć.

Córka często nas odwiedzała ze swoim mężem i prosiła o pieniądze, a my pomagaliśmy, jak mogliśmy. W głębi serca marzyłam, że córka zobaczy, jakim nieudacznikiem jest jej mąż i go zostawi. Adrian nie pomagał w domowych obowiązkach, nie opiekował się dzieckiem i nie pracował, ale uważał się za głowę rodziny i domagał się, aby wszyscy go słuchali i szanowali. Kilka razy zrobił naszej córce awanturę za wydawanie pieniędzy na dziecko bez konsultacji z nim. W ich domu panował ciągły chaos. Prawdopodobnie dlatego, po trzech latach małżeństwa, Adrian spakował swoje rzeczy i odszedł, mówiąc: „Życie rodzinne nie jest dla mnie.

Potrzebuję spokoju, a dziecko ciągle płacze i jest marudne. Ciągle tylko dziecko i dziecko. A ty zmieniłaś się w kurę domową, już wcale o siebie nie dbasz. Szczerze mówiąc, brzydzę się tobą.” – powiedział do swojej żony i odszedł.

Strasznie było patrzeć na moją córkę po jego odejściu. Wpadła w depresję i nawet dziecko nie mogło jej pomóc. Przez półtora roku próbowałam przemówić córce do rozsądku, pomagałam jej w obowiązkach domowych i macierzyńskich. Po wielu miesiącach starań moich i psychologa, udało jej się wrócić do normalnego życia. W końcu zaczęła normalnie jeść i znalazła pracę.

Wtedy ponownie Adrian pojawił się na horyzoncie. Ku mojemu zdziwieniu, Justyna mu wybaczyła. „Mamo, kocham go i mamy wspólne dziecko. Nie mogę pozbawić mojego syna ojca.” – powiedziała mi, gdy próbowałam ją przekonać, by nie wracała do niego. Znowu mnie nie posłuchała.

Postanowiłam nie ingerować w ich związek. Justyna zaszła w ciążę i urodziła córkę. Adrian zniknął ponownie po czterech miesiącach od urodzenia Klary. Córka znowu zamknęła się w sobie, a ja znowu starałam się postawić ją na nogi. Gdy to się udawało, znowu zjawiał się on… Adrian przychodził i odchodził bez przerwy, a ona za każdym razem bardzo to przeżywała. Teraz to już nie chodzi tylko o moją córkę, ale także o moje wnuki. Stają się coraz starsze, coraz więcej rozumieją. Nie chcę, żeby ta sytuacja zniszczyła im psychikę, tak jak Justynie. A ona, zamiast pogonić go raz a dobrze, ponownie mu wybaczyła, dając mu tym samym jasny sygnał, że może robić z nią co chce. Już nie mam siły patrzeć, jak moja córka marnuje swoje życie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mam dość patrzenia, jak moja córka niszczy sobie życie. Nie zliczę, ile razy mąż ją rzucił i wrócił.