Spotykaliśmy się z Łukaszem już dwa lata, kiedy poprosił mnie o rękę. Ślub planowaliśmy wziąć za kilka miesięcy. Postanowił zapoznać mnie ze swoim synem, Romkiem. Chłopiec, czternastolatek, mieszkał z pierwszą żoną Łukasza. Łukasz opisał go po prostu: „Romek jest spokojnym, dobrze wychowanym chłopcem. Jestem pewien, że go polubisz.”
Na przyjazd chłopca przygotowałam się z wyprzedzeniem, ugotowałam smaczną kolację. Kupiłam tablet, żeby mu się nie nudziło, jak typowemu nastolatkowi. Powinien mu się spodobać gadżet. Podczas kolacji i poznawania Romek rzeczywiście zrobił pozytywne wrażenie. Zachowywał się przyzwoicie, tylko skomentował mnie: „Tato, ona jest ładna, przypomina mi naszą nauczycielkę angielskiego, też ma piękny, duży tyłek.”
Łukasz demonstracyjnie zakaszlał, przerywając jego mowę. Chłopiec miał zostać u nas przez trzy dni. Miałam urlop w pracy, więc zgodziłam się z nim siedzieć w domu. Narzeczony poszedł do pracy. Rano Romek obudził się w złym nastroju, jego twarzy nie opuszczało niezadowolenie.
– Hej ty, co na śniadanie?
Czegoś takiego się nie spodziewałam.
– Może zapytasz normalnie?
– Normalnie zapytałem.
– W takim tonie będziesz rozmawiał ze swoją mamą.
Chłopiec westchnął i poszedł do kuchni. Tam nakryłam już stół i zrobiłam kanapki.
– Blee, obrzydliwe, w ogóle nie umiesz gotować! Tata postanowił ożenić się z tobą tylko z powodu twojej figury?
– Przygotuj coś sam, jeśli ci nie pasuje. A o to zapytaj osobiście swojego ojca, jeśli jesteś ciekawy. – Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
– Jeszcze czego! Zamówię pizzę, kurna, ale ty tępa jesteś.
Do przyjazdu dostawcy pizzy zajął się tabletem i nie rozmawiał ze mną. I całe szczęście. A potem przyszedł dostawca, a Romek zaczął krzyczeć:
– Hej ty, daj pieniądze. Jesteś nie tylko tępa, ale i głucha?
Tu moje nerwy nie wytrzymały.
– Romek, jesteś normalny w ogóle? Czy nie nauczono cię rozmawiać z ludźmi?
I wtedy zaczął po prostu obrzucać mnie obelgami przy dostawcy. Miałam dość. Wypchnęłam chłopca z mojego mieszkania i zadzwoniłam do narzeczonego, żądając, żeby natychmiast przyjechał.
Gdy opowiedziałam mu, co się stało, zaczął bronić swojego syna. Mówił, że to nastolatek, przechodzi okres dojrzewania.
– A ja mam te dni, Łukasz! To nie jest powód, by zachowywać się tak arogancko!
– Więc to przez menstruację jesteś taka zła na dziecko? Nie spodziewałem się tego po tobie. Jesteś już dorosła, powinnaś kontrolować swoje emocje.
Próby wytłumaczenia mu, że jego syn jest winny, niczego nie dały.
Właściwie, na tym skończyły się nasze relacje.





