Kiedy z mężem zdecydowaliśmy się kupić ten stuletni dom, wyobrażaliśmy sobie sielskie życie, własny kąt z ogródkiem, daleko od miejskiego hałasu. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do teraz.
Wydaliśmy na ten dom naprawdę wszystkie nasze oszczędności. Stary właściciel, sympatyczny poczciwy pan, zapewniał nas, że chce spokojnie dożyć dni w domu starców, a swój majątek pragnie sprzedać. Cena była korzystna, więc zaciągnęliśmy kredyt i skorzystaliśmy z pomocy rodziców.
Jednak teraz, zamiast spokoju, mamy horror. Ostatnio zaczęli nas nawiedzać jacyś ludzie, rzekomo dzieci tego starszego pana. Krzyczą, że ich ojciec roztrwonił majątek, sprzedając nam dom, i domagają się, żebyśmy to wszystko cofnęli albo odsprzedali. To absurdalne! Przecież kupiliśmy ten dom legalnie, wszystko było załatwione przez notariusza.
Najgorsze jest to, że zaczęli nam grozić. Dwa dni temu znalazłam w furtce list z pogróżkami. Pisali, że jeśli się nie wyniesiemy, to podpalą dom, i że spłoniemy w nim żywcem. Serce mi stanęło. Nie wiem, co robić. Mamy małego synka, on biega po podwórku, wszędzie jest go pełno. Boję się, że będą chcieli się zemścić i jemu zrobią krzywdę.
Mój mąż to człowiek, którego ciężko wprowadzić z równowagi. Udaje twardziela. Mówi, że nie warto iść na policję, bo oni i tak nic z tym nie zrobią. Według niego powinniśmy przeczekać, aż samo wszystko ucichnie.
Ale szczerze mówiąc, boję się o nasze bezpieczeństwo. Ja tych ludzi nie znam, nie wiem, czy to tylko puste groźby, czy poważne zagrożenie… Powiedzcie mi, czy możemy liczyć na jakąkolwiek pomoc od policji, czy mąż ma rację?
Przeczytaj także: Moja synowa co miesiąc biega po pieniądze z MOPS-u. Później wydaje je na taką głupotę, aż wstyd się przyznać
Nie mogę spać po nocach, ciągle słyszę każdy szmer. Przy synku staram się być silna, ale jestem okrutnie wystraszona. Nie chcemy stracić domu, ale też nie chcemy żyć w strachu. Każdy dzień to dla nas teraz wielka niewiadoma.
Co gorsza, nie wiemy, czy ci ludzie mówią prawdę o sobie. Czy naprawdę są dziećmi sprzedającego? Czy to jacyś oszuści, którzy chcą nas wykorzystać?
Ja nawet próbowałam skontaktować się z tym starszym panem, dzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Wysłałam mu chyba ze sto wiadomości sms, ale on odpisał tylko zdawkowo, że jego już to nie obchodzi, jest chory i prosi nas o spokój, a my mamy spokojnie mieszkać i niczym się nie przejmować.
Jak kupowaliśmy ten dom, wydawało nam się, że jego położenie, daleko od innych, to atut. Teraz jednak okazuje się, że to prawdziwa przekleństwo. Najbliżsi sąsiedzi mieszkają kawałek dalej, a wokół nas rozciągają się tylko pola. W razie problemów nie ma nawet kogo zawołać po pomoc.
Ludzie też nie są zbyt przyjaźni. Kiedy próbujemy z nimi porozmawiać, odwracają wzrok i unikają odpowiedzi. Czujemy się tu jak intruzi, niechciani goście w ich zamkniętej społeczności. Nie wiemy, czy to przez naszą „obcość” czy może wiedzą coś więcej o tej sytuacji i wolą się nie wtrącać.



