Miałam dwadzieścia pięć lat, kiedy ja i mój chłopak przeprowadziliśmy się do stolicy. Wtedy pracowałam jako zwykła sprzedawczyni, a on był informatykiem. Zawsze byłam bardzo samowystarczalną dziewczyną i zawsze dążyłam do swoich celów. Zrozumiałam, że w stolicy powinnam mieć własne mieszkanie, bo inaczej będziemy płacić te same pieniądze za czynsz, co za ratę kredytu. Postawiłam sobie za cel kupić mieszkanie moich marzeń i powiedziałam o swojej decyzji chłopakowi. Przecież łatwiej byłoby, gdybyśmy razem spłacali kredyt hipoteczny. Powiedział jednak, że nie potrzebuje mieszkania i że nie ma stabilnej pracy.
Jego praca to oddzielny temat. Czasem mu coś nie pasowało, czasem pracodawcy byli niezadowoleni. Zawsze miał jakieś dorywcze prace, nie miał jasno określonego celu, irytowało mnie to, ale nie mogłam nic zrobić, bo go bardzo kochałam. Znalazłam drugą pracę na stanowisku managera, prawie nie odpoczywałam, tylko od czasu do czasu jeździłam na działkę do rodziców, kupowałam sobie tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Niedługo miałam już na swoje małe mieszkanie. Mój chłopak nadal myślał, że nic mu nie potrzeba. Później za pieniądze, które odziedziczyłam, kupiłam sobie domek letniskowy na obrzeżach miasta.
Wzięłam kredyt na samochód, ponieważ teraz pracuję w dobrej firmie. Odpoczywam już dwa razy w roku za granicą. Kupuję sobie piękne ubrania i rzeczy, a mój chłopak ciągle stoi w miejscu. Nie chce nic zmieniać w swoim życiu, ale myślę już o kupnie dużego mieszkania w centrum stolicy. I wkrótce to zrobię. Jestem już dziesięć lat z moim chłopakiem, ale już chyba mi wystarczy. Zawsze próbowałam usprawiedliwiać jego zachowanie. Twierdził, że jest mu trudno, przenieśliśmy się do innego miasta, nie ma pracy, itp. Ale teraz mam dość całej tej sytuacji. Zawsze myślałam, że mężczyzna powinien zarabiać więcej, albo przynajmniej powinien starać się utrzymywać rodzinę, ale to nie w naszym przypadku. Nie chodzi nawet o pieniądze: jak on może stać w jednym miejscu i nie robić nic dla swojego rozwoju?




