Kiedy z mężem wyremontowaliśmy domek letniskowy, krewni zaczęli nękać nas swoimi wizytami, ale działania teściowej, a potem szwagra spowodowały, że w końcu musiałam wyznaczyć granice.

Po śmierci babci, Teresa odziedziczyła domek z niewielką działką. Wieś, w której znajdował się dom, była piękna i malownicza, że chciało się tam być. Poza tym leżała w niedalekiej odległości od jej miejsca zamieszkania. Drogi dojazdowe były dobre, więc dotarcie na miejsce nie zajmowało więcej niż pół godziny. Domek był całkiem dobrze zagospodarowany -był prąd, woda, nawet internet.

Teresa i jej mąż postanowili przekształcić tę spuściznę w słodki zakątek, zwłaszcza że ich zarobki na to pozwalały. Na działce letniskowej mogli spędzać lato, organizować spotkania rodzinne i nawet w przyszłości przenieść się tam na stałe, bo emerytura była już niedaleko.

Pracowali bardzo ciężko. Wykorzystali wszystkie oszczędności, a nawet musieli zaciągnąć kredyt, ale po trzech latach, tam, gdzie kiedyś stał krzywy domek, powstał solidny i przestronny dom. Nie żałowali też na ogrodową saunę. Jednak na ozdobienie terenu nie starczyło już ani sił, ani pieniędzy. Babcia miała w ogrodzie kilka owocowych drzewek i krzewów. Zostawili je, bo Teresa zrezygnowała z sadzenia nowych roślin. Para zdecydowała, że będą mieli po prostu trawnik. Zasadzili tylko kilka różowych krzewów przy wejściu do domu. Podziwiając rezultat swojej pracy, Teresa i jej mąż zapragnęli podzielić się swoją radością z innymi.
Do ich zakątka zaprosili kilku przyjaciół i paru krewnych męża. Świętowanie było bardzo radosne, a goście bardzo polubili ich działkę letniskową. Krewnym męża tak się spodobała, że ciągle ktoś do nich przyjeżdżał. Przez trzy lata nikt z nich nie wykazywał zainteresowania działką letniskową. Nikt nie zaproponował pomocy. Nie chcieli pomóc, nawet gdy mąż Teresy ich o to prosił. Ale gotowy domek stał się dosłownie miejscem pielgrzymek braci męża, siostry i teściowej.

Przyjeżdżali z rodzinami, odpoczywali przy grillu i saunie. Nadmienię tylko, że nigdy niczego ze sobą nie przynosili i nawet nie pomagali w sprzątaniu po uczcie.

Pewnego dnia teściowa przebiła wszystkich. Teresa była w szoku, gdy wstała rano i zobaczyła, że trawnik został rozkopany, ponieważ teściowa postanowiła coś tam posadzić.

Ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy, był fakt, że szwagier zrobił sobie duplikat kluczy do domku i zaczął tam przyjeżdżać z towarzystwem, pod nieobecność Teresy i jej męża, nie pytając ich o zgodę.

Teresa nie wytrzymała. Musiała dosadnie im wytłumaczyć, że dacza to taki sam dom, jak ten, który mają w mieście. Że jest ich prywatną własnością, do którego nie mogą się włamywać i ustalać własnych zasad. Że to jest dom, w którym właściciele mają prawo do odpoczynku, także od swoich krewnych.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kiedy z mężem wyremontowaliśmy domek letniskowy, krewni zaczęli nękać nas swoimi wizytami, ale działania teściowej, a potem szwagra spowodowały, że w końcu musiałam wyznaczyć granice.