Podczas mojej pierwszej ciąży mąż po prostu zmienił się nie do poznania. Przejął wszystkie prace domowe: gotował, sprzątał, robił pranie, mył naczynia. Antek był przekonany, że w moim stanie powinnam tylko odpoczywać. Na każdym USG, na które zawsze chodziliśmy razem, lekarz nie mógł określić płci dziecka: stwierdził, że ciągle się ukrywa. A jakie to ma za znaczenie, jakiej płci jest dziecko, najważniejsze, że urodzi się zdrowe.
Kiedy odeszły mi wody, Antek zawiózł mnie do szpitala. Po kilku godzinach urodziła się moja piękna córka. Leżałam na oddziale, gdy podszedł do mnie lekarz, pogratulował mi, życzył maleństwu zdrowia i położył małą istotkę na mojej piersi… I wtedy zaniemówiłam. Moja córeczka miała białe włosy, natomiast ja i mój mąż czarne.
„Co mam teraz zrobić? Antek niedługo przyjdzie na oddział! Jak ja mu to wszystko wytłumaczę? A jeśli zażąda testu na ojcostwo, to jak przeżyjemy te dni?” – myślałam w głowie. Nie mogąc opanować swoich emocji, zaczęłam płakać. Pielęgniarka nie rozumiała, co się dzieje. Kiedy opowiedziałam jej o swoich obawach, tylko się roześmiała: „Moja droga, uspokój się. To często się zdarza, że… Pielęgniarka nie zdążyła dokończyć, bo właśnie w tym momencie na oddział wszedł Antek, niosąc w dłoniach ogromny bukiet. „Antek, nie wyciągaj pochopnych wniosków” – powiedziałam pierwsza, pociągając nosem.
– Co się stało, skarbie?
Powoli podałam mu naszą blondyneczkę owiniętą w kocyk. Antek spojrzał na nią, roześmiał się i powiedział: – Rozumiem, dlaczego jesteś zdenerwowana. Nie martw się. Kiedy urodziła się moja siostra, miała dużo jaśniejsze włosy niż nasze dziecko.
– Dziękuję za córkę…
W tej chwili siedzimy na miękkiej kanapie i uważnie przyglądamy się twarzy naszej Hani.
Kiedy trochę podrośnie, na pewno opowiem jej o tym, o czym myślałam w pierwszych godzinach jej życia…


