Kiedy ją poznałem, byłem jeszcze żonaty. Zabiegałem o nią kilka miesięcy, ale nic z tego nie wyszło. Kiedy pewnego dnia odprowadzałem ją do domu, powiedziała mi coś takiego, że w życiu nie pomyślę o ponownym zdradzeniu żony.
Ożeniłem się w locie i byłem bardzo dumny z tego, jak pomysłowy byłem. Na początku wszystko było w porządku. Wraz z narodzinami córki mieliśmy więcej zmartwień. Przez pierwsze kilka tygodni starałem się pomagać żonie we wszystkim, ale miałem wokół siebie przyjaciół, z których wszyscy byli singlami.
Oni się bawili, a ja biegałem z rodziną. Zdecydowałem, że moja żona i ja musimy się trochę zabawić. Zaczęliśmy zostawiać córkę z babcią i chodzić do kawiarni i restauracji. Moja żona nigdy nie była elegancką dziewczyną, a wraz z narodzinami dziecka całkowicie zmieniła swój wygląd. Na tle błyskotliwości z wszystkimi przegrywała. Ponadto zawsze ciągnęło ją do domu i co pół godziny dzwoniła, żeby sprawdzić, co z dzieckiem, a w międzyczasie siedziała zaspana i znudzona. Irytowało mnie to. Wokół były wesołe, lekkomyślne dziewczyny, otwarte na każdy związek, a ja byłem przystojnym mężczyzną z żoną – „kurczakiem”. Nie, nie powinno tak być.
Stopniowo wykluczałem ją z wychodzenia z domu. Kupiłem też fajny samochód i stałem się popularnym facetem. Miałem dość rozumu, żeby przynajmniej nie wchodzić w poważny związek. Im bardziej angażowałem się w te związki bez zobowiązań, tym bardziej nieprzyjemny był powrót do domu.
Pewnego dnia po prostu spakowałem swoje rzeczy, powiedziałem żonie, że już jej nie kocham i odszedłem.
Jakieś trzy miesiące później zmieniłem pracę i zobaczyłem ją tam. Była naprawdę kobietą moich marzeń. Szczupła, piękna, elegancka i mądra. Zacząłem z nią flirtować i zdałem sobie sprawę, że nie można tak po prostu łatwo jej zdobyć. Uśmiechnęła się tylko, ale nie pozwoliła mi się do siebie zbliżyć.
Sześć miesięcy zalotów nie przyniosło żadnych rezultatów. Ale pewnego dnia poślizgnęła się w pracy, a ja ją złapałem. Powiedziała mi, że walczę, więc zaryzykowałem:
– Będziemy kwita, jeśli pozwolisz mi się dziś podwieźć.
Zgodziła się.
W samochodzie kontynuowałem swój atak, brzmiąc jak słowik, i zasugerowałem, żebyśmy poszli do restauracji.
– A co potem? – zapytała wyzywająco
– Jestem gotowy się ożenić – odpowiedziałem poważnie.
Zacząłem ją zapewniać, że skończyłem z rozwodem, że moje małżeństwo było błędem, że dopiero teraz zrozumiałem, czym jest prawdziwa miłość.
– Nienawidzę tego, powiedziała cicho.
– Chciałam wyjść za mąż, chciałam odejść, chciałam się rozwieść – kontynuowała – jesteś nieświadomą i obojętną osobą, tak jak mój ojciec. Nie waż się mówić mi o miłości, nie wiesz, czym ona jest.
Wyszła, a ja siedziałem i paliłem się ze wstydu. W końcu miała rację. Porzuciłem dziecko i zrzuciłem całą odpowiedzialność na żonę. Nie było łatwo wrócić i ponownie zdobyć zaufanie żony. Ale ona mi wybaczyła.
Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by zadośćuczynić żonie i córce. Nie oszczędzałem na prezentach dla żony, nalegałem, by wydawała więcej na siebie i moja żona rozkwitła.
Jak mogłem wcześniej nie zauważyć, jaka była piękna? Ta dziewczyna i ja nadal pracujemy razem. Na razie komunikujemy się tylko na poziomie przywitania. Ale wiem doskonale, co jej zawdzięczam.



