Dla mnie, trzynastoletniej dziewczyny, rozwód rodziców był bardzo stresującym doświadczeniem. Kochałam moją matkę i ojca. Byłam pewna, że oni kochają siebie nawzajem. Kiedy miałam piętnaście lat, moja mama przyprowadziła do naszego domu nowego mężczyznę. Był bardzo miły dla mnie i mojego młodszego brata. Chciał zostać naszym przyjacielem, kupował nam prezenty, jakie chcieliśmy, zabierał nas do wesołego miasteczka, do zoo i bardzo kochał moją mamę. Udało mu się zaprzyjaźnić z moim bratem, ale ze mną nie bardzo. Wciąż miałam żal do ojca, który nas zostawił.
Mój brat został żołnierzem. Służy na kontrakcie daleko od nas. Mama i ojczym, zostawili mi mieszkanie i przeprowadzili się do swojego domu na wsi. Nie odwiedzałam ich, tylko moja mama przyjeżdżała do mnie. Przywoziła od ojczyma prezenty. Wyszłam za mąż, urodziłam córkę, ale wkrótce rozwiodłam się z mężem. Kiedy moja Ania skończyła pięć lat, zmarła moja matka. Dwa miesiące później, mój ojczym poważnie zachorował. Trafił do szpitala i po miesiącu leczenia, został wypisany z zaleceniem opieki domowej. Wtedy po raz pierwszy, pojechałam do jego domu. Udałam sie tam z zamiarem, zatrudnienia dla niego pielęgniarki. Kiedy zobaczyłam warunki, w jakich mieszkał, oniemiałam.
Jak żyła tam moja matka? To był XIX wiek. Ogrzewanie drewnem, woda ze studni, toaleta na podwórku. Zawsze mieszkałam w mieście i nie mogłam zrozumieć, jak ktoś może żyć w takich warunkach. Tym bardziej, jak opiekować się przykutym do łóżka chorym. Pomyślałam, że lepiej byłoby umieścić ojczyma w domu opieki. Kiedy mnie zobaczył, rozpromienił się. Prawdopodobnie pomyślał, że przyjechałam zabrać go do siebie. Jednak kiedy powiedziałam mu o pensjonacie, stał się ponury i niechętnie odpowiadał. Teraz stoję przed decyzją, czy wysłać go do domu opieki? Boję się, że wtedy będzie mnie dręczyć poczucie winy. Przecież był taki dobry dla mnie i mojego brata. Może powinnam zabrać go do własnego domu? Tylko ten człowiek jest dla mnie zupełnie obcy. Do tego wszystkiego mam małą córeczkę, która wymaga szczególnej uwagi. Nie wiem, co robić.




