„Jeśli to ma być wnuk, to nie proś mojej mamy o pomoc przy dziecku i nie ciesz się tak bardzo”. Takie słowa usłyszałam od męża, kiedy okazało się, że będziemy mieli synka, a nie córkę

Teściowa zażyczyła sobie wnuczki i na wieść o chłopcu nie chciała go nawet poznać. Mam na imię Oliwia i niedawno skończyłam trzydzieści lat. Obecnie wychowuję syna i ciągle próbuję zebrać się po tym, co się stało. Teraz jestem na zwolnieniu macierzyńskim. Bez pomocy moich rodziców, nie wiem, jak bym sobie poradziła. Miałam dwadzieścia osiem lat, kiedy poznałam Adriana. Tworzyliśmy dobry i spokojny związek, bez konfliktów i kłótni. Adrian był znakomitym partnerem, więc cieszyliśmy się spokojem. Oboje chcieliśmy mieć dzieci jak najszybciej, ale do tej kwestii wciąż wtrącała się teściowa.

W tamtym czasie nie przywiązywałam do tego dużej uwagi, ponieważ słyszałam podobne historie od wielu koleżanek i myślałam, że teściowa po prostu chce dobrze. Powtarzała, że ona jest już chora i słaba, długo nie będzie żyć, więc mamy dać jej wnuczkę, a później nazwać ją imieniem po niej. Myślałam, że przyszłe babcie już tak mają. Wiecie, moja mama też miała swoje pragnienia – kiedy moja siostra była w ciąży, mówiła, że cieszyłaby się bardzo z wnuczki. A później pojawił się chłopiec i wszyscy byli w niego wpatrzeni.

Moja ciąża była skomplikowana. Musiałam kilka razy trafić do szpitala, aby utrzymać ciążę. Chciałam oczywiście na badaniu USG poznać płeć dziecka, ale teściowa zagroziła mojemu mężowi, że ma się nie zgadzać. Powiedziała, że to przynosi pecha, a ona jest przekonana, że jej syn da jej wnuka.

Żartowałam oczywiście z teściową, myśląc, że ona też robi sobie żarty. Jak bardzo się myliłam, kiedy na badaniu USG mąż krzyknął na lekarkę, że ma nam nie zdradzać płci dziecka. Byłam w szoku, przecież takie rzeczy warto wiedzieć wcześniej. Moglibyśmy pomalować ściany na odpowiedni kolor i kupić odpowiednie ubranka. Nie miałam pojęcia, że teściowa może być tak nierozsądną osobą i jeszcze wplątać w to mojego męża.

Nie było u mnie na to zgody, więc na kolejne badanie poszłam sama i dowiedziałam się, że to będzie syn. Powiedziałam o tym mężowi, ucieszył się i w emocjach zadzwonił do swojej matki, a ona rozmawiała z nim ponad godzinę. Nie słyszałam o czym mówią, bo mąż zamknął się w łazience, ale kiedy wyszedł powiedział wprost:

Jeśli to ma być wnuk, to nie proś mojej mamy o pomoc przy dziecku i nie ciesz się tak bardzo. Mama pewnie nie przyjdzie też na chrzest.

Nad ranem urodziłam syna. Dziecko było zdrowe, co dla mnie było najważniejsze. Zadzwoniłam do męża, bo nawet nie raczył przyjść i mnie wspierać, a on milczał przez dłuższą chwilę, po czym rozłączył się. Zaczęłam dzwonić do niego raz za razem, ale przestał odbierać. Ze szpitala odebrali mnie moi rodzice i to oni pomagali mi przez kolejne tygodnie, bo mąż postanowił przeprowadzić się do mamy. Oczywiście później mu wybaczyłam i wróciliśmy do siebie, bo bardzo chciałam dla dziecka pełnej rodziny. Jednak nie uwierzycie, co wydarzyło się dalej… Tydzień temu zadzwoniła do mnie teściowa i powiedziała, że chce przyjść odwiedzić wnuka. Po takim czasie… Wykrzyczałam jej, że teraz już za późno. Myślicie, że zrobiłam źle? Może powinnam jej pozwolić? Ale targają mną takie emocje i złość…

Oceń artykuł
TwojaCena
„Jeśli to ma być wnuk, to nie proś mojej mamy o pomoc przy dziecku i nie ciesz się tak bardzo”. Takie słowa usłyszałam od męża, kiedy okazało się, że będziemy mieli synka, a nie córkę